Wybierz język

  • Polski
  • Français
NEWS

2618

            W niedzielę Miłosierdzia Bożego (12 kwietnia 2015 roku), w Parku Moczydło w Warszawie na Woli (u zbiegu ulic Górczewskiej i Deotymy) przy figurze Jezusa Miłosiernego, o godz. 15.00 zostanie odprawiona, pod przewodnictwem Jego Eminencji Kazimierza Kardynała Nycza Arcybiskupa Metropolity Warszawskiego, uroczysta Msza Święta. Prosimy o zaproszenie wiernych do wspólnej modlitwy.

2270

10 rocznica śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II

Z abp. Mieczysławem Mokrzyckim, metropolitą lwowskim, sekretarzem papieskim w latach 1996—2007 rozmawia Łukasz Kaźmierczak

Niewielu z nas może powiedzieć tak jak Ksiądz Arcybiskup: od dzisiaj mam w niebie swojego osobistego świętego…

Ale przecież od 27 kwietnia wszyscy go już tam mamy! Przyznaję jednak, że kanonizacja Jana Pawła II jest dla mnie rzeczywiście szczególnie wyjątkową chwilą. Ojciec Święty był za życia bardzo mi bliski i mogłem osobiście doświadczyć tej jego bliskości i takiej niezwykłej serdeczności w stosunku do mojej osoby. Wierzę jednak głęboko, że od tego momentu jeszcze bardziej będę odczuwał jego troskę o mnie i o moją posługę. Jan Paweł II poprzez swoje orędownictwo będzie teraz moim przewodnikiem, głównym patronem i towarzyszem dalszego życia.

Gdzie Ksiądz Arcybiskup będzie przebywał w czasie kanonizacji Jana Pawła II?

Przeżywania tak ważnego momentu dla Kościoła i dla mnie osobiście nie wyobrażam sobie inaczej niż poprzez osobistą obecność na placu św. Piotra. Przybędę do Rzymu już we wtorek, aby spokojnie duchowo przygotować się do tej podniosłej uroczystości poprzez modlitwę, ale także poprzez spotkania z wieloma przyjaciółmi, m.in. będę miał zaszczyt spotkać się z Ojcem Świętym Benedyktem XVI, który zaprosił mnie do siebie na obiad.

W poniedziałek po kanonizacji wezmę natomiast udział we Mszy św. dziękczynnej, a we wtorek dokonam intronizacji relikwii I klasy już Świętego Jana Pawła II do parafii w Rawennie.

Ksiądz Arcybiskup przygotowywał się więc w sposób szczególny do kanonizacji papieża Polaka.

Oczywiście, jesteśmy przecież świadkami wielkiego wydarzenia nie tylko dla całego Kościoła, ale także dla nas, Polaków. I tak jak przygotowujemy się sumiennie do matury, obrony doktoratu czy do święceń kapłańskich, tak samo należy duchowo przygotować się do kanonizacji tak niezwykle ważnej dla nas postaci. Dlatego bardzo dużo czasu w ostatnich miesiącach poświęcam na pogłębioną refleksję wokół osoby Jana Pawła II, ponownie przybliżam sobie szczegóły jego biografii i nauczania, a także zastanawiam się nad wpływem Ojca Świętego na moje osobiste życie. Zadaję sobie pytanie: co takiego działo się w życiu, słowach i czynach Karola Wojtyła, że Kościół po raz kolejny oficjalnie potwierdził heroiczność cnót papieża Polaka i orzekł, że błogosławiony Jan Paweł II zostanie włączony do grona świętych? I to w tak bezprecedensowo szybkim w historii nowożytnego Kościoła czasie?!

Szybkość kanonizacji zaskoczyła Księdza Arcybiskupa?

Na pewno nie myślałem, że do kanonizacji dojdzie w tak szybkim tempie. Tak naprawdę cieszymy się przecież jeszcze nadal beatyfikacją Jana Pawła II. Terminy są tutaj zresztą wtórne, ponieważ i tak wszyscy byliśmy absolutnie przekonani co do świętości papieża Polaka. Gdyby jednak doszło do kanonizacji za kilka, kilkanaście, a nawet za kilkadziesiąt lat, to też nic złego by się nie stało i nie byłoby to żadną szkodą dla bł. Jana Pawła II. Przeciwnie, można byłoby wręcz widzieć w tym wiele korzyści.

Korzyści?

Owszem, ponieważ postać papieża Polaka byłaby wtedy jeszcze bardziej przybliżona tym wiernym, którzy prawdopodobnie nie znaliby już postaci Jana Pawła II ze swojego życia. Dla przyszłych pokoleń będzie to przede wszystkim postać historyczna, już nie tak namacalna i doświadczalna jak dla zdecydowanej większości współczesnych chrześcijan.

Wspomniał Ksiądz Arcybiskup o powszechnym przekonaniu o świętości papieża — stąd to słynne „Santo subito” zaraz po śmierci Jana Pawła II.

Bez wątpienia tak. Jan Paweł II całym swoim życiem, swoim nauczaniem i swoją postawą wskazywał nam, że jest człowiekiem bezgranicznie oddanym Panu Bogu. Człowiekiem, który z  niezwykłą rzetelnością, ogromną duchową siłą, a na końcu również z przejmującym heroizmem wypełniał swoją misję. Człowiekiem nieustannie zatroskanym o Kościół i o cały świat. To była świętość realizowana w codziennym życiu, przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Czasem wystarczyło dosłownie jedno spojrzenie na Ojca Świętego, by widzieć tę świętość…

Tak, o tym zaświadcza wiele osób, mówiąc, że kiedy spotykało się twarzą w twarz z Janem Pawłem II, a zwłaszcza kiedy miało możliwość choćby krótkiej rozmowy z papieżem, wówczas odczuwało tę nadzwyczajność jego osoby, magnetyzm osobowości i tę nadprzyrodzoną łaskę, która od Niego promieniowała. Wielu z nich mówiło: „Ojcze Święty, Ty nie jesteś Ojciec Święty, Ty jesteś Święty Ojciec!”.

Jan Paweł II to także człowiek niezwykłej modlitwy.

Modlitwa była dla papieża najważniejsza, stanowiła integralną część każdego dnia. On nie dzielił swojego życia na zajęcia, on się wszystkim modlił. Papież całym sobą, całym swoim życiem i każdą jego chwilą modlił się. Owa modlitwa była jednak raczej dialogiem, rozmową z Panem Bogiem. W sposób szczególny można było to zaobserwować wtedy, kiedy Ojciec Święty przebywał w kaplicy — widać było wówczas jakieś jego szczególne wyobcowanie, taką nierealną obecność w kaplicy, głęboką kontemplację, jakby rodzaj zjednoczenia i bezpośredniej rozmowy z Panem Bogiem. Ten widok nie mógł pozostawić nikogo obojętnym.

Jak wyglądał codzienny rytm papieskiej modlitwy?

Ojciec Święty nie tylko oddawał się głębokiej kontemplacji i modlitewnym rozmyślaniom, ale bardzo wiele uwagi poświęcał także kultywowaniu prostych, najbardziej powszechnych praktyk religijnych. Każdy dzień zaczynał od odmawiania cząstki Różańca, leżąc krzyżem w swoim pokoju. Potem odmawiał cały pacierz katechizmowy: „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Mario”, „Wierzę w Boga”, „Dziesięć przykazań Bożych”, „Pięć przykazań kościelnych”, „Prawdy wiary”. Śpiewał codziennie godzinki, odmawiał litanie, Różaniec, odprawiał Drogę Krzyżową — i to nie tylko w okresie Wielkiego Postu, ale także przez cały rok — śpiewał Gorzkie żale, a w maju majówki, praktykował Godzinę Świętą, w czerwcu odmawiał Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jako wielki teolog nie wstydził się wcale nosić szkaplerza i kultywować prostych form pobożności „ludowej”.

W pamięci Księdza Arcybiskupa zapadły jakieś szczególne modlitewne gesty Jana Pawła II?

Ojciec Święty podczas swoich modlitw zawsze padał na kolana — i to w sensie dosłownym — a potem trwał całymi kwadransami przed Panem Bogiem, na kolanach i ze złożonymi rękoma. Albo inny obrazek: Jan Paweł II z rękoma podpierającymi skronie, zatopiony w modlitwie. Jednak dla mnie, jako kapłana, szczególnie przejmujące było wielkie skupienie Ojca Świętego podczas Podniesienia. I jakiś taki wyjątkowy sposób, w który unosił Hostię i Kielich, a potem długo wpatrywał się w Ciało i Krew Pańską…

A Ksiądz Arcybiskup mógł to wszystko oglądać niemal każdego dnia…

Oczywiście, mam świadomość, że możliwość przebywania w pobliżu Jana Pawła II w roli jego sekretarza była dla mnie wielką łaską i wielkim wyróżnieniem, na które z całą pewnością w niczym sobie nie zasłużyłem. Odczytuję to jako rzecz opatrznościową, jako dar Pana Boga. Jako coś niespodziewanego, niesamowitego i niezapomnianego.

Wasze relacje miały wymiar przyjacielski?

Raczej bardziej ojcowsko-synowski. Każdego dnia mogłem doświadczać jego bezpośredniej dobroci, życzliwości i właśnie owej — tak charakterystycznej dla Jana Pawła II — ojcowskiej troski. Naprawdę czułem się pewnie i bezpiecznie pod jego skrzydłami. Papież był zresztą niezwykle serdeczny i ciepły dla wszystkich swoich współpracowników, czy to dla pierwszego sekretarza, ks. Stanisława, czy dla mnie, czy dla sióstr zakonnych pracujących w papieskim otoczeniu. Zwracał się do nas w sposób bardzo bezpośredni, prosty, kordialny, wymieniając nasze imiona zdrobniale — Stasiu czy Mieciu. To oczywiście tylko jeszcze bardziej podkreślało wrażenie bliskości Ojca Świętego.

Jak bardzo ta bliskość wpłynęła na kapłaństwo Księdza Arcybiskupa?

Przebywanie w pobliżu osoby takiego formatu duchowego i intelektualnego jak Jan Paweł II na pewno wzbogaciło moje kapłaństwo i odcisnęło trwałe piętno na mojej osobowości. Nie mogło być inaczej. Ojciec Święty uczył nas wszystkich poprzez swoją modlitwę, swoje postępowanie, swoje nauczanie, swoją ciężką pracę. Był dla mnie wychowawcą w każdej dziedzinie. W niezwykle silny sposób wpłynął na pogłębienie mojej duchowości i życia wewnętrznego, a także na większą pieczołowitość, z jaką podchodzę dziś do modlitwy. Dzięki niemu zupełnie inną miarę przykładam do mojej odpowiedzialności za słowa, za czyny i za stosunek do drugiego człowieka. W nim mam drogowskaz, którego chciałbym się trzymać każdego dnia.

Ta najważniejsze lekcja odbyła się na samym końcu?

Mogę powiedzieć, że na pewno jedna z najważniejszych. Z tamtych ostatnich dni ziemskiego życia Jana Pawła II zapamiętałem przede wszystkim jego wielką pokorę, miłość i bezgraniczne zawierzenie Panu Bogu. Nauczyłem się wówczas, że kiedy człowiek w całym swoim życiu wypełnia sumiennie wolę Bożą i spełnia dobrze swoje powołanie, zasługuje właśnie na takie spokojne, pełne ufności spotkanie z Chrystusem Zmartwychwstałym. To jest na pewno wyjątkowa nagroda.

Wraca Ksiądz Arcybiskup często pamięcią do tego Wielkiego Tygodnia z Janem Pawłem II?

Przez cały czas. Ciągle staje mi przed oczami właściwie cały tydzień poprzedzający odejście Jana Pawła II. Po operacji papieża prognozy powrotu do zdrowia były pozytywne, a rokowania lekarzy dość dobre. Dlatego też z abp. Stanisławem Dziwiszem zaczęliśmy zastanawiać się i planować, jak dalej mogą wyglądać audiencje Ojca Świętego i co można zrobić dla ich usprawnienia. Nagle jednak pojawiły się komplikacje zdrowotne. W środę po audiencji Ojciec Święty poczuł się słabiej. W czwartek po porannej Mszy św. nastąpiło gwałtowne pogorszenie. Papież resztkami sił po zakończeniu nabożeństwa powrócił do swojej sypialni. Stan zdrowia cały czas się jednak pogarszał. W pewnym momencie lekarze stwierdzili całkowite zakażenie organizmu.

Wierzyliście jeszcze wówczas w poprawę?

Lekarze powiedzieli nam, że raczej nie ma już w tej sytuacji nadziei, że to są ostatnie dni, jeśli nie ostatnie godziny życia Ojca Świętego.

Jak na to zareagował sam papież?

Ojciec Święty przez te ostatnie trzy dni był cały czas świadomy, każdy jego dzień przebiegał w sposób normalny — jak zwykle była Msza św., były stałe modlitwy, było czytanie Pisma Świętego i innych lektur. Jan Paweł II spotykał się także z wieloma gośćmi — przychodzili biskupi, kardynałowie, przyjeżdżali również jego najbliżsi przyjaciele i współpracownicy, po to, żeby jeszcze ostatni raz się z nim zobaczyć, pożegnać. W piątek również została odprawiona Droga Krzyżowa, oczywiście wszystko już przy papieskim łóżku. Znaczna część soboty także przebiegała jeszcze w miarę normalnie, dopiero w godzinach popołudniowych Ojciec Święty powoli zaczął słabnąć, usypiać.

Jakie były ostatnie papieskie gesty?

Jan Paweł II tylko nam błogosławił. Podchodziliśmy do Ojca Świętego, całowaliśmy jego pierścień. Ja bardzo chciałem podziękować mu za wszystko, co dla mnie uczynił. Ojciec Święty tylko kiwnięciem głowy żegnał nas i kreślił nad nami znak krzyża. Wieczorem, kiedy widzieliśmy już, że papież jest coraz bardziej słaby i w wyraźny sposób traci siły, odprawiliśmy Mszę św. z Niedzieli Miłosierdzia Bożego. Potem Ojciec Święty leżąc spokojnie, powoli zasypiał. I w taki właśnie sposób przeszedł do wieczności, bez żadnych zewnętrznych objawów lęku, strachu czy nawet bólu. Było to po prostu, można powiedzieć, spokojne, ciche zaśnięcie.

Została nam jednak wspaniała spuścizna Jana Pawła II. Co z niej moglibyśmy wziąć „na codzienność”, w naszą osobistą drogę ku świętości?

Ojciec Święty uczył nas i zachęcał do tego, abyśmy w swoim życiu starali się akceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy, abyśmy realizowali swoje pasje i rozwijali nasze talenty. Prosił, żebyśmy w sposób godny, odpowiedzialny realizowali swoje powołanie i dążyli do świętości, pamiętając o tym, aby w codziennym życiu jak najlepiej służyć drugiemu człowiekowi. Uczył nas także całkowitego zawierzenia Panu Bogu, przypominając nieustannie to pamiętne Jezusowe wezwanie: „Nie bój się, wypłyń na głębię”. Te dwie rzeczy warto sobie mocno zapamiętać. Bo to nie są żadne wydumane i nierealne teorie, tylko czysta chrześcijańska praktyka realizowana codziennym życiem Karola Wojtyły. Ja zresztą wielokrotnie powtarzałem w różnych wystąpieniach i powtórzę to teraz jeszcze raz: Żadna inna encyklika nie przyprowadziła do Boga tylu ludzi, co życie Jana Pawła II.

3621

Ojcze, jak dobrze przygotować się do Wielkiego Tygodnia?

Przygotowaniem do Wielkiego Tygodnia jest w większości Wielki Post. Od piątej niedzieli, dawniej nazywanej Niedzielą Męki Pańskiej – to czas pokuty i nawrócenia. Ten czas ma nas przygotować do obchodów najważniejszego święta chrześcijańskiego – Triduum Paschalnego. Wielki Tydzień jest wejściem w przeżywanie męki razem z Chrystusem. Wspominamy uroczysty wjazd do Jerozolimy – z jednej strony ogłoszenie Chrystusa wybawicielem, z drugiej – dostrzeżenie tego, co On czuje. Patrzy na tłumy, ale nie cieszy się z nimi. Chrystus wie, że ci sami ludzie za kilka dni będą krzyczeć „Na krzyż z Nim!”. Trzeba stanąć po stronie Chrystusa i zobaczyć ten triumf jako coś pozornego. Prawdziwy triumf rozegra się dopiero w Wielki Piątek. Triumf według zupełnie innej logiki – innej niż logika tłumu. Należy sobie uświadomić to, z czego muszę być wybawiony. Jest to celebrowanie – przeżywanie w ramach rytuału wydarzeń z historii zbawienia. Każda msza św. jest wspomnieniem i uobecnieniem męki Chrystusa – Jego śmierci i zmartwychwstania. Wielki Tydzień, a w szczególności Święte Triduum Paschalne daje nam szansę przeżywania wraz z Chrystusem tego, co działo się godzina po godzinie 2000 lat temu w Jerozolimie. Chodzi o przeżywanie w rytualne, obrzędzie.

Wielki Tydzień to nie tylko Święte Triduum Paschalne – choć przede wszystkim, ale to także poniedziałek, wtorek…

Wielki Tydzień jest tak skonstruowany, że dzień po dniu jest celebrowane to, co wydarzyło się w ostatnim tygodniu życia Chrystusa. Zanim się rozpocznie Wielki Czwartek – będziemy wspominali ucztę w Betanii, wspominali także to, co Chrystus mówił w świątyni, zdradę Judasza, naradę arcykapłanów. Wielki Czwartek kończy się przy zachodzie słońca. W Biblii liczymy czas od wieczora do wieczora. „Tak upłynął wieczór i poranek, dzień pierwszy” – mówi Pismo przy stworzeniu świata. To znaczy, że w Wielki Czwartek wieczorem celebrujemy już wielki Piątek. Natomiast w Wielki Piątek, po śmierci Chrystusa – celebrujemy Wielką Sobotę. Dlatego też w nocy w Wielką Sobotę spotykamy się i celebrujemy zmartwychwstanie.

Jakie wydarzenie Wielkiego Czwartku jest szczególne?

To, co dzieje się w Wielki Czwartek najważniejszego to Msza Krzyżma w katedrze.
W diecezji biskup spotyka się ze wszystkimi księżmi. Podczas tej mszy następuje poświecenie olejów, które będą potrzebne do namaszczenia chorych, namaszczenia chrzcielnego, namaszczenia święceń. Wielki Czwartek to dzień, w którym księża przypominają sobie, że są ustanowieni jako szafarze łaski. Ich zadaniem jest udzielać sakramenty łaski, a nie dawać je z łaski.

Co dzieje się wieczorem?

Wieczorem, kiedy zaczynamy Wielki Piątek celebrujemy uroczystą mszę św. Wieczerzy Pańskiej – wspomnienie ustanowienia Eucharystii. W ten wieczór Chrystus zrobił wiele rzeczy: po pierwsze ustanowił Eucharystię. Powiedział: „To czyńcie na Moją pamiątkę”. To zdanie możemy sobie przetłumaczyć: „Pamiętajcie o Mnie w ten sposób”. Chrystus prosi o pamięć i chce, aby uczniowie zachowali tę pamięć poprzez przyjmowanie komunii.

Jak się do tego przygotować?

Trzeba być gotowym aby przyjąć komunię. Często o tym zapominamy. Nie idziemy na mszę św., bo coś wypadło, coś okazało się ważniejsze… Wielki Czwartek jest takim dniem, w którym powinniśmy sobie przypomnieć, że Chrystus zanim umarł – poprosił
o pamięć. Skandalem byłoby nie przyjąć komunii św. w Wielki Czwartek. W dzień, kiedy bezpośrednio wspominamy i celebrujemy to wielkie wydarzenie.

Tego wieczoru Chrystus pochyla się nad uczniami, myje im stopy…

Myje stopy i daje im nowe przykazanie. Mała Teresa powiedziała, że nowość tego przykazania polega na drugiej jego części – „Jak Ja was umiłowałem”. Chrystus daje wzór tej miłości właśnie przez obmycie stóp.

Daje przykazanie, ale pozostawia wybór…

Nie można nikomu kazać kochać. I nie można nikomu dać przykazania aby kochał. To by było bez sensu. Nikogo nie można zmusić do miłości. Chrystus robi coś bardzo sensownego – najpierw daje doświadczyć miłości – przez obmycie stóp. Staje się sługą. Myje stopy każdemu, indywidualnie. I dopiero kiedy daje doświadczyć tej miłości, mówi aby kochali się wzajemnie tak jak On ich pokochał.

W jaki sposób można rozumieć tę miłość Chrystusa?

Proponuję medytację. Wyobraźmy sobie, że Chrystus naprawdę chce umyć nam stopy. Co się rodzi w moim sercu? To, co się rodzi – muszę oddać Chrystusowi, ale aby wiedzieć, co muszę Mu oddać – najpierw muszę przejść takie doświadczenie. Co to znaczy, że Chrystus klęka przede mną i chce mi umyć stopy? Rodzi się zmieszanie, strach, lęk, poczucie niegodności, głupawka i dziwny uśmiech, skrępowanie? To, co się pojawia w moim sercu kiedy o tym myślę – często jest przeszkodą między mną
a Chrystusem.

Co rozumieć przez przyjęcie przykazania miłości?

Przyjąć przykazanie miłości – uczestniczenie w Jego Miłości i dzielenie się miłością. Czas najwyższy aby rozejrzeć się dookoła i zobaczyć komu muszę zadośćuczynić. Komu
z moich bliskich nie dałem miłości? Komu nie dałem miłości na miarę Chrystusa?

Kończy się Ostatnia Wieczerza, przechodzimy do ciemnicy…

Po zakończonej wieczerzy Jezus poszedł z uczniami za potok Cedron. Poszedł do Getsemani i każdy z nas to wie, ale trzeba sobie uświadomić, że Chrystus wychodzi podczas święta – w czasie, kiedy żydowscy pielgrzymi podróżowali na Paschę, aby
w swoim gronie spożyć świąteczną wieczerzę w stolicy Izraela. Chrystus opuszcza miasto. Nikt z Żydów nie postąpiłby w taki sposób. On wychodzi poza Jerozolimę, a tym samym przekracza to, co znane, kochane, upragnione. Wychodzi z tego wszystkiego. Zaczyna się Jego agonia czyli walka o zbawienie ludzi.

Co znaczy być w ciemnicy razem z Chrystusem?

Być razem z Chrystusem w ciemnicy to naśladować Piotra, Jakuba i Jana. Tylko nie naśladować ich we śnie, ale w czuwaniu. Być z Chrystusem podczas Jego walki, kiedy opuszcza miasto i przygotowuje się do ponownego wjazdu do Jerozolimy – nie jako triumfator, ale jako Ten, który jest najbliższym krewnym każdego człowieka – obarcza się jego winą i śmiercią. Do tego trzeba się przygotować, dlatego czuwanie w ciemnicy jest bardzo, bardzo ważne – aby dobrze przeżyć Wielki Tydzień.

Zdarza się, że nie mamy czasu aby być w kościele dłużej. Wejdziemy na chwilkę, może w pośpiechu…

Oczywiście, że są osoby, które tak zrobią. Powiem tak – liturgia nie jest dla wszystkich tym samym. Jest dla tych, którzy chcą żyć według tego, co mówi Apokalipsa, która opisuje uczniów Jezusa mówiąc, że to są ci, którzy poszli za Nim dokądkolwiek Ten idzie. Liturgia Wielkiego Tygodnia i Świętego Triduum Paschalnego daje możliwość, aby pójść
z Chrystusem dokądkolwiek On idzie. Krok za krokiem. Jeśli ktoś chce być pośród uczniów Chrystusa – ma szansę. Każdy z nas ma szansę stać się kimś innym. Szymon
z Cyreny wracał z pracy, przechodził akurat drogą krzyżową, ale nic go to nie interesowało. Niektórzy z nas zostaną „pochwyceni”, by przejść kilka staj drogi Pana. Może być ktoś taki, kto dowie się o tym, co się działo w Jerozolimie dopiero w niedzielę. Liturgia przez to, że jest rozciągnięta na trzy dni – daje możliwość zajęcia adekwatnego – w stosunku do swojego rozwoju wewnętrznego – miejsca w ramach tych wydarzeń.

Czyli wybór należy do nas…

Albo zajmujesz miejsce ucznia, który idzie za Nauczycielem dokądkolwiek On idzie. Jesteś na wzór Jana czy Marii Magdaleny – którzy towarzyszą Chrystusowi podczas przesłuchania, drogi krzyżowej i pod krzyżem. Są też świadkami pogrzebu. Możesz być kimś, kto wpadnie na chwilkę – na wzór Piotra czy innych apostołów, którzy pochowali się po kątach. Możesz być kimś, kto ot tak minie krzyż w Wielki Piątek, bo wypada, bo coś ważnego się stało. Wiele ludzi przyjdzie do kościoła tylko po to, aby poświęcić jajka. Liturgia jest bezkompromisowa. Dokładnie wskazuje miejsce takich ludzi. Mówi: „To nie są uczniowie”. To są ci, którzy przyszli poświęcić jajka. To są ci, którzy przeszli gdzieś obok grobu. Zobaczyli, że jest krzyż, że jest jakiś ruch w mieście, ale nie obchodzi ich to, co się stało.

To o czym Ojciec teraz mówi można trochę porównać do drogi krzyżowej choćby ulicami Warszawy. Kiedy idziemy Krakowskim Przedmieściem też widzimy ludzi, którzy są zaskoczeni. Jakby chcieli powiedzieć: „Po co to całe przedstawienie? Co takiego się dzieje?”.

Dokładnie tak. W takich wydarzeniach jak liturgia Świętego Triduum Paschalnego dokonuje się podział – na tych, którzy są zaangażowani i tych, którzy nie są zaangażowani. To nie jest podział, którego ktokolwiek dokonuje poza każdym człowiekiem indywidualnie. Nikt nie skazuje mnie na to, że jestem poza Kościołem. To ja jestem tym, który wybiera miejsce. Eucharystia jest momentem sądu. Nie jest tylko momentem uczty, ofiary, przyjęcia komunii. Jest też momentem sądu. Jeśli przyjmuję Najświętszy Sakrament i przyjmuję Go z czystym sercem – faktycznie jestem włączony w komunię z Chrystusem i Bogiem Ojcem przez Ducha. Jeśli tego nie zrobię – stoję na zewnątrz. Nikt mnie tam nie stawia na siłę.

Z drugiej strony – chodzić do kościoła tylko po to, żeby chodzić – też bez sensu…

Nikt się nie stanie samochodem od chodzenia po garażu (śmiech). Tak samo – nikt się nie stanie chrześcijaninem od chodzenia po kościele. Wszystko zależy od tego, czy odważę się zaryzykować i poprosić Pana Boga o to, aby rzeczywiście zaingerował
w moje życie. Aby te rzeczy, które do tej pory były jakimś pustym zwyczajem – zaczęły być znaczące, żeby zaczęły też modyfikować mnie całego. Czy odważę się skierować do Pana Boga taką prośbę? Pan Bóg nie będzie działał na siłę. Pozwoli mi zająć to miejsce, które chcę zająć.

Powróćmy do Liturgii Wielkopiątkowej. Choć tego dnia w kościele jest cisza, nie słychać organów, dzwonków… Coś można usłyszeć w tej ciszy?

Przede wszystkim boski lament. Współcześnie rzadko odprawiany obrzęd, ale obecny
w pieśni „Ludu, mój ludu…”. Boski żal wypowiedziany do Jerozolimy, do Izraela. Wielki Piątek jest przejmującą liturgią. Przychodzimy w ciszy, upadamy na twarz – przede wszystkim kapłan z asystą, ale każdy z nas klęka. Liturgia powinna zaczynać się około godziny trzeciej popołudniu – kiedy Chrystus oddał życie. Odpowiadamy na to milczeniem. Następnie słuchamy rozważania Męki Pańskiej zapisane przez św. Jana. Adorujemy Krzyż, który jest znakiem zbawienia. Wobec niego śpiewamy „Święty Boże, Święty Mocny…”. W ciszy boskiej śmierci Chrystusa Pana wspominamy dwie rzeczy na raz – po pierwsze to, że oddał swojego Ducha, bo nikt Mu nie zabrał życia, On je sam oddaje za każdego z nas. Po drugie – widać i słychać ogrom niesprawiedliwości. Śmierć Bożego Syna jest najbardziej niesprawiedliwym wydarzeniem na świecie. Ktoś, kto jest całkowicie niewinny, ktoś, kto nikomu nic złego nie uczynił, ktoś, kto nie miał nawet pomysłu na grzech – staje się skazany, bestialsko zamordowany na krzyżu.

Dlaczego?

Dlatego, że był niewygodny. Nie było żadnego powodu, poza tym, że nie chcieli Go słuchać. Nie posłuchali Syna Bożego. To jest maksymalna niesprawiedliwość, ponieważ dotyczy najbardziej niewinnego. Jest to najbardziej absurdalny rodzaj skończenia Jego życia. Każda śmierć człowieka jest mniej niewinna – każdy człowiek jest jakoś obciążony winą. Chrystus się zła nie dopuścił. Jego śmierć jest całkowicie niezawiniona. Zarazem krzyk o niesprawiedliwości tonie w ciszy, milczeniu i pokoju Bożego Syna, który oddaje swojego ducha za tych wszystkich, którzy są winni. On jedyny, który nie zasłużył na śmierć – oddaje swoje życie i tym zwycięża nasze winy.

Jak przeżyć dobrze tę tajemnicę?

Najlepiej zastanowić się nad tym, co jest moim grzechem i co jest konsekwencją mojego zła, żeby ten grzech utopić w Bożym Miłosierdziu. Śmierć Pana dotyczy nas indywidualnie. Nie jest śmiercią za ludzi w ogólności ale za każdego indywidualnie. Paweł mówi w Liście do Galatów (2,20): Syn Boży (…) umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. Trzeba nam odważyć się przyjąć śmierć Pana za mnie samego.

Przechodzimy do Liturgii Wielkosobotniej. Co się szczególnego dzieje tego dnia?

Żeby być precyzyjnym – w Wielką Sobotę nic się nie dzieje. To jest jedyny dzień w roku kiedy chrześcijanie nie celebrują liturgii mszy św. To jest dzień wielkiej ciszy. Wierzymy, że w Wielką Sobotę Chrystus ogłasza zbawienie tym wszystkim, którzy są zamknięci
w otchłani – poczynając od Adama aż do tych wszystkich, którzy umarli przed Nim. Ogłasza im możliwość wyjścia z czyśćca do nieba. O tym mówi przejmująca homilia, którą czyta się tego dnia w brewiarzu.

Zapada zmrok, rozpoczyna się Wigilia Paschalna…

Wigilię Paschalną rozpoczyna nabożeństwo, które trwa kilka godzin. Najpierw następuje rozpalenie ognia, poświecenie i wniesienie płomienia paschału do ciemnego kościoła. Ogień symbolizuje wieczność życia Syna Bożego. Paschał natomiast mówi o tym, że Chrystus zmartwychwstał. Uwielbienie Syna Bożego Zmartwychwstałego najpierw poprzez symbol tej woskowej świecy, później przez siedem czytań historii zbawienia. Od początku stworzenia, przez wyprowadzenie Izraelitów z Egiptu, świadectwa proroków aż do czasów Chrystusa. Wreszcie – fragment Listu do Rzymian i ewangelia o zmartwychwstaniu Chrystusa, o pustym grobie. Nie jest to jeszcze spotkanie ze Zmartwychwstałym, ale doświadczenie pustego grobu. Myśmy się niestety przyzwyczaili do tego, że ktoś zmartwychwstał, ale to jest złudne przyzwyczajenie.

Przyzwyczajenie?

Proszę sobie wyobrazić, że asystuję przy czyjejś śmierci i widzę jak ktoś odchodzi. Jestem świadkiem tego, że lekarz zanotował godzinę zgonu. Jestem świadkiem również tego, że ciało zmarłego zostało zabrane do chłodnicy, włożone do trumny a później zasypane w grobie. Dwa dni później dowiaduję się o tym, że on zmartwychwstał… Trumna jest nienaruszona, grób jest nierozkopany, ale jego w tym grobie nie ma. To jest zderzenie z prawdą o zmartwychwstaniu. Nie jakieś wskrzeszenie, nie śmierć kliniczna, ale zmartwychwstanie! Ktoś, kto był martwy zaczyna żyć, ale nie tylko i wyłącznie życiem biologicznym, bo ono znowu kiedyś by się skończyło. On żyje życiem, którego nie znamy. To jest tak nieprawdopodobne wydarzenie, że na początku nawet uczniowie nie mogą w to uwierzyć, podobnie – Żydzi. I wielu ludzi nie chce uwierzyć w to, że mogło się stać coś tak niebywałego. Żeby ktoś umarł, później zmartwychwstał – więcej nie umiera.

Chrystus zmartwychwstały przychodził do swoich uczniów, są przecież opisy spotkań z Jezusem…

Przez całą oktawę będziemy czytali wciąż nowe opisy spotkań ze Zmartwychwstałym. Na razie widzimy pusty grób. Kiedy Jan pisze o pustym grobie i to jest ciekawa rzecz
w jego ewangelii – mówi o tym, że sam zobaczył płótna i uwierzył, że Chrystus zmartwychwstał. On wierzy, ponieważ widzi, że płótna są pozawiązywane, nikt ich nie rozwiązywał. Jan zwracał też uwagę, że chusta jest w tym samym miejscu. Chusta była nasączona olejami, ale też krwią Chrystusa, ponieważ służyła do tego, aby obmyć Jego ciało, później – namaścić. Chusta pozostała w miejscu głowy. Jan zobaczył pusty grób, chustę i płótna i dlatego uwierzył.

Celebrujemy także liturgię chrzcielną…

W wielu kościołach coraz częściej celebruje się także chrzest dorosłych. Jest to zmartwychwstanie z grzechu do nowego życia. Odnawiamy przyrzeczenia chrzcielne, uświadamiamy sobie, że z Chrystusem byliśmy pogrzebani, umarliśmy i w Nim także zmartwychwstajemy do nowego życia. Umieramy dla grzechu, żyjemy dla Boga. Po liturgii chrzcielnej następuje celebrowanie mszy św. Eucharystia zawsze jest wspomnieniem ofiary Chrystusa, tym razem – o wiele bardziej kładziemy akcent na to, że jest to ofiara wiecznie żywego Chrystusa, który już więcej nie umiera. Ofiarowuje siebie Bogu Ojcu, ale wiecznie żywy. Oddaje się Bogu Ojcu wraz ze swoim Kościołem, tymi, których wybawił od śmierci grzechu. Tę radość przeżywamy przyjmując komunię. Cieszymy się tym, że On wiecznie żywy daje mi udział w Swoim życiu.

Niedziela – to już tylko radność ze zmartwychwstania?

Często bywa tak, że msze św. w niedziele – zwłaszcza popołudniowe i wieczorne są bardzo smutne, dlatego, że wszyscy, którzy chcieli przeżyć radość ze zmartwychwstania – poszli na Wigilię Paschalną lub rezurekcję. To, co celebrujemy w Wigilię Paschalną jest rozciągnięte na osiem dni świętowania. Każdego dnia oktawy będziemy mówili o dniu zmartwychwstania. Trzeba nastawić się na długie świętowanie, aby niedziela nie była tylko odsypianiem. Jeśli dobrze przeżyjemy Wielki Post i Wielki Tydzień – siłą rzeczy radość paschalna będzie czymś, co na osiem dni spokojnie nam wystarczy.

Dziękuję za rozmowę.

1754
Droga Krzyżowa

          Jak co roku, w piątek przed Niedzielą Palmową, z naszej świątyni wyruszyła Droga Krzyżowa ulicami parafii. Nieco krótszą trasą przez ulice Felińskiego, Al. Wojska Polskiego i Kozietulskiego. Przedstawiciele wspólnot parafialnych, NSZZ „Solidarność”, hutnicy i górnicy, radni dzielnicy Żoliborz, harcerze ZHR, wolontariusze Hospicjum z ul. Gdańskiej nieśli historyczny krzyż z Huty „Warszawa”, pod którym Msze Św. sprawował Bł. Ks. Jerzy Popiełuszko. Rozważania czytane w czasie Drogi Krzyżowej przygotowali młodzi wolontariusze Światowych Dni Młodzieży z naszej parafii.

          Wszystkim, którzy zaangażowali się w tę Drogę Krzyżową, nieśli Krzyż, a także po prostu chcieli przeżyć duchowo Mękę Jezusa – za obecność – dziękuję.

2581

„Kontynuujemy naszą duchową pielgrzymkę do Krakowa, gdzie w lipcu 2016 r. odbędzie się kolejny międzynarodowy Światowy Dzień Młodzieży” – tymi słowami rozpoczyna się papieskie orędzie na XXX Światowy Dzień Młodzieży, obchodzony w diecezjach w Niedzielę Palmową, 29 marca.

Tegoroczne orędzie papieskie do młodych skoncentrowane jest wokół szóstego błogosławieństwa z «Kazania na Górze»: «Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą» (Mt 5, 8). „O ile potrzebna jest zdrowa troska o ochronę stworzenia, o czyste powietrze, wodę i żywność, to tym bardziej musimy strzec czystości tego, co mamy najcenniejszego: naszych serc i naszych relacji. Ta «ludzka ekologia» pomoże nam oddychać czystym powietrzem, pochodzącym z rzeczy pięknych, z prawdziwej miłości, ze świętości” – wyjaśnia Papież.

Niedziela Palmowa

Ojciec Święty Franciszek przekonuje młodych, że warto szukać prawdziwej miłości. „Zachęcając was do odkrycia na nowo piękna powołania człowieka do miłości, wzywam was również do buntu przeciwko powszechnej tendencji do banalizowania miłości, zwłaszcza gdy próbuje się ją ograniczyć jedynie do aspektu seksualnego, pozbawiając ją jej podstawowych cech — piękna, jedności, wierności i odpowiedzialności”. Papież prosi też młodych, by przeciwstawili się kulturze tymczasowości, która boi się angażowania na całe życie i podejmowania decyzji „na zawsze”. Zachęca również, by zgłębiać nauczanie Kościoła: „Wy, ludzie młodzi, jesteście dzielnymi odkrywcami! Jeśli zaangażujecie się w odkrywanie bogatego nauczania Kościoła w tej dziedzinie, odkryjecie, że chrześcijaństwo to nie seria zakazów, tłumiących nasze pragnienia szczęścia, ale plan życia, który może zafascynować nasze serca!”

Ojciec Święty Franciszek przekonuje, by w Chrystusie szukać całkowitego spełnienia marzeń o dobru i szczęściu. „Najcenniejszym dobrem, jakie możemy mieć w życiu, jest nasza relacja z Bogiem. Czy jesteście o tym przekonani?” – pyta młodych. Podkreśla, że „każdy z nas musi nauczyć się rozpoznawać to, co może «skazić» jego serce, musi ukształtować sobie prawe i wrażliwe sumienie, zdolne «rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu miłe i co doskonałe» (Rz 12, 2)”. Po raz kolejny Ojciec Święty zachęca do spotkania z Panem poprzez częste czytanie Pisma Świętego, a także odnajdywania Boga w obliczu biednych, głodnych, spragnionych, przybyszów, chorych, więźniów. „Spotkanie z Bogiem na modlitwie, poprzez czytanie Biblii oraz w życiu braterskim pomoże wam lepiej poznać Pana i samych siebie” – pisze Papież. Zachęca do zastanowienia się nad powołaniem do małżeństwa, a także wielkodusznego odpowiedzenia na wezwanie Pana Boga do życia konsekrowanego lub do kapłaństwa.

„«Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą» (Mt 5, 8). Drodzy młodzi, jak widzicie, to błogosławieństwo bardzo bezpośrednio dotyczy waszego życia i jest gwarancją waszego szczęścia. Dlatego powtarzam raz jeszcze: miejcie odwagę być szczęśliwi!” – pisze Papież do młodych.

Tegoroczny Światowy Dzień Młodzieży to ostatni etap drogi przygotowań do najbliższego spotkania młodzieży w Krakowie w 2016 r. Papież Franciszek przypomina, że Światowe Dni Młodzieży powstały przed trzydziestu laty z inicjatywy Jana Pawła II. „Niech święty Papież, patron Światowych Dni Młodzieży, wstawia się za naszym pielgrzymowaniem do jego Krakowa” – czytamy w orędziu.

zobacz: ORĘDZIE PAPIEŻA FRANCISZKA  NA XXX ŚWIATOWY DZIEŃ MŁODZIEŻY 2015 R.

1991

W Uroczystość Zwiastowania Pańskiego, 25 marca, Kościół obchodzi Dzień Świętości Życia. Jego celem jest budzenie wrażli­wości na sens i wartość ludzkiego życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. W tym dniu wiele osób składa przyrzeczenia Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego.

Kościół w Polsce ustanowił Dzień Świętości Życia w odpowiedzi na apel Jana Pawła II zawarty w encyklice „Evangelium Vitae” z 1995 roku, ogłoszonej 25 marca. Jego zadaniem jest budzenie wrażli­wości na sens i wartość ludzkiego życia.

W Dniu Świętości Życia wiele osób składa przyrzeczenia Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Jest ona wyrażana poprzez osobistą modlitwę jednej osoby o ocalenie życia, nieznanego modlącemu się, a zagrożonego aborcją dziecka. Modlitwa trwa przez 9 miesięcy. Jest ona podejmowana najczęściej w Uroczystość Zwiastowania Pańskiego poprzez wypowiedzenie we wspólnocie Kościoła specjalnego przyrzeczenia o adopcji.

Przyrzeczenie Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego podejmują co roku między innymi uczestnicy pielgrzymki Obrońców Życia na Jasną Górę, organizowanej w okolicach 25 marca. W tym roku odbyła się ona już po raz trzydziesty piąty, w sobotę 21 marca. – W świetle badań, nauki i coraz większej znajomości kodu genetycznego człowieka, nie sposób już obronić twierdzenia, że o człowieku możemy mówić dopiero tydzień od poczęcia, albo znacznie później – mówił w homilii podczas Mszy św. w Kaplicy Cudownego Obrazu przewodniczący Rady KEP ds. Rodziny bp Jan Wątroba. – Tam, gdzie jest kochająca matka, tam jest życie – dodawał. Zauważał też, że świętość życia, to także osobista świętość.

Na zakończenie modlitwy pielgrzymi w specjalnym przesłaniu zaapelowali m.in. o nieratyfikowanie Konwencji CAHVIO, wycofanie z aptek „pigułki dzień po” oraz odrzucenie projektu „o leczeniu niepłodności”, legalizującego procedurę zapłodnienia in vitro.

Oprócz pielgrzymki na Jasną Górę, z okazji Dnia Świętości Życia w wielu miastach są organizowane akcje modlitewne i marsze dla życia. W Warszawie obchodzony jest z tej okazji Tydzień dla Życia. Rozpoczął się on już w uroczystość św. Józefa (19 marca) i potrwa do 27 marca. W programie są między innymi: nieustanna modlitwa przed Najświętszym Sakramentem w intencji obrony życia, Kongres Rodziny oraz konferencja „Fenomen życia. Aspekty medyczne, filozoficzne i prawne”. Dopełnieniem warszawskich obchodów będzie Marsz dla Życia organizowany 19 kwietnia pod patronatem kard. Kazimierza Nycza i abp. Henryka Hosera.

Jedną z ogólnopolskich akcji promujących modlitwę i troskę o życie jest natomiast podejmowana już siódmy rok inicjatywa „Uratuj Świętego”. Zachęca ona do codziennej modlitwy za nienarodzone dziecko w dniach od 16 do 25 marca.

Z intencją obrony życia, w wigilię Dnia Świętości Życia obchodzony jest też Nar­o­dowy Dzień Życia, ustanowiony przez Sejm RP uch­wałą z 27 sierp­nia 2004 roku. Instytucje i placówki państwowe starają się w tym czasie zaak­cen­tować nien­aruszal­ność i god­ność życia człowieka.

3186
         Podobnie jak w latach ubiegłych w Niedzielę Palmową będzie można nabyć  palmy przy bramach na teren kościelny. Dochód przeznaczony będzie na fundusz Duszpasterstwa Młodzieży naszej parafii i wolontariat Światowych Dni Młodzieży.
palmy_2014-2
       W Niedzielę Palmową 29 marca na Mszach o godz. 10.00 i 11.30 odtworzony będzie wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy na osiołku.