Wybierz język

  • Polski
  • Français
NEWS

1376

Ks. Mateusz Dziedzic - Polski Misjonarz uwolniony z rąk rebeliantów w Republice Środkowej Afryki. W niewoli spędził ponad miesiąc.

 

Co teraz Ksiądz robi w Polsce?
Jeżdżę w różne strony Polski, mam spotkania w parafiach, wspólnotach i szkołach. Dowiaduję się jak wiele osób się za mnie modliło. To była potężna modlitwa. Wiedziałem, że ludzie się modlą, bo ks. Mirek Gucwa, który dzwonił do szefa rebeliantów nieraz pytał, czy może ze mną porozmawiać. Czasem się udawało. Mówił, że wiele osób modli się za mnie. Czułem moc modlitwy. Byłem niejako niesiony.To było niesamowite.

d595353596

A w czasie uwięzienia, jak sobie Ksiądz radził, był lęk?
Nie przestałem się modlić. Podczas modlitwy przyszła myśl, że może to więzienie jest mi potrzebne. Może Pan Bóg chce abym tutaj był. Może jestem potrzebny więźniom? Wiedziałem, że moja obecność wnosi wiele, bo mogliśmy sięwspólnie modlić. Może moja obecność była tam potrzebna ze względu na pokój w tym kraju… Zmagałem się długo ztymi myślami, dużo się modliłem, myślałem… W końcu powiedziałem do Pana Boga: „Bądź wola Twoja!”. Tamtego dniaprzyszedł niesamowity pokój do serca.

Czy już Ksiądz wie, jaka będzie Księdza przyszłość?

W wakacje podejmę decyzję co dalej, ale bardzo prawdopodobny jest wyjazd do Afryki. Coraz częściej, bardziej intensywniejo tym myślę. Zakochałem się w Afryce. Ona zmienia ludzi i tak działa, że jak się wyjeżdża – to człowiek myśli kiedy tam wróci.


ks. Mateusz Dziedzic

Marta Jacukiewicz

źródło: deon.pl

2166

W sobotę 14 lutego 2015 roku odbył się turniej Służby Liturgicznej Archidiecezji Warszawskiej o Puchar Arcybiskupa Warszawskiego w tenisie stołowym. Organizowany przez Duszpasterstwo Służby Liturgicznej Archidiecezji Warszawskiej turniej rozgrywany był na hali CSiR Uniwersytetu Warszawskiego. Udział wzięło 42 ministrantów i lektorów, w tym dwóch ministrantów z naszej parafii.

Marcinowi i Władkowi serdecznie gratulujemy i dziękujemy za dostarczenie niesamowitych emocji, a w przyszłości życzymy sukcesów.

Więcej na www.dsl.waw.pl

1458

Umacniajcie serca wasze (Jk 5, 8)

Drodzy Bracia i Siostry

Wielki Post jest czasem odnowy dla Kościoła, wspólnot i poszczególnych wiernych. Przede wszystkim jednak jest „czasem łaski” (por. 2 Kor 6, 2). Bóg nie prosi nas o nic, czego by nam wcześniej nie dał: „My miłujemy [Boga], ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował” (1 J 4, 19). Nie jesteśmy Mu obojętni. Zależy Mu na każdym z nas, zna nas po imieniu, troszczy się o nas i nas szuka, kiedy Go opuszczamy. Interesuje się każdym z nas; Jego miłość nie pozwala Mu być obojętnym na to, co nam się przydarza. Jednak bywa tak, że kiedy my mamy się dobrze i żyje się nam wygodnie, oczywiście zapominamy o innych (Bogu nie zdarza się to nigdy), nie obchodzą nas ich problemy, ich cierpienia i krzywdy, jakich zaznają…, wtedy nasze serce popada w obojętność – gdy ja mam się względnie dobrze i żyję wygodnie, zapominam o ludziach, którzy nie mają się dobrze. Ta egoistyczna postawa obojętności przybrała dziś rozmiary światowe, tak iż możemy mówić o globalizacji obojętności. Jest to problem, któremu jako chrześcijanie musimy stawić czoło.

Kiedy lud Boży nawraca się na Jego miłość, znajduje odpowiedzi na te pytania, które nieustannie stawia mu historia. Jednym z najpilniejszych wyzwań, któremu chcę poświęcić uwagę w tym Orędziu, jest globalizacja obojętności.

Obojętność wobec bliźniego i wobec Boga jest realną pokusą także dla nas, chrześcijan. Dlatego potrzebujemy słuchać w każdym Wielkim Poście nawoływania proroków, którzy podnoszą głos i nas przebudzają.

Bóg nie jest obojętny na świat – kocha go do tego stopnia, że daje swojego Syna dla zbawienia każdego człowieka. Przez wcielenie, życie ziemskie, śmierć i zmartwychwstanie Syna Bożego otwiera się definitywnie brama między Bogiem a człowiekiem, między niebem a ziemią. A Kościół jest niczym ręka, która trzyma tę bramę otwartą poprzez głoszenie Słowa, sprawowanie sakramentów, dawanie świadectwa wiary, która działa przez miłość (por. Ga 5, 6). Jednakże świat ma tendencję do zamykania się w sobie i zamykania tej bramy, przez którą Bóg wchodzi w świat, a świat w Niego. Dlatego ręka, którą jest Kościół, nie powinna nigdy się dziwić, że jest odpychana, miażdżona i raniona.

A zatem lud Boży potrzebuje odnowy, aby nie zobojętniał i nie zamknął się w sobie. Chciałbym wam zaproponować do rozważenia pod kątem tej odnowy trzy passusy.

1. „Gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki” (1 Kor 12, 26) – Kościół

Miłość Boża, która przełamuje to śmiertelne zamknięcie w sobie, jakim jest obojętność, jest nam ukazywana przez Kościół poprzez jego nauczanie, a przede wszystkim poprzez jego świadectwo. Można jednak dawać świadectwo jedynie o czymś, czego wcześniej doświadczyliśmy. Chrześcijanin to człowiek, który pozwala Bogu, aby go przyoblókł w swoją dobroć i swoje miłosierdzie, aby go przyoblókł w Chrystusa, żeby stał się tak jak On sługą Boga i ludzi. Przypomina nam o tym dobrze liturgia Wielkiego Czwartku przez obrzęd umywania nóg. Piotr nie chciał, żeby Jezus umył mu nogi, potem jednak zrozumiał, że Jezus nie chce jedynie dać przykładu, jak powinniśmy umywać sobie nawzajem nogi. Tę posługę może pełnić tylko ktoś, kto wcześniej pozwolił, by Chrystus umył mu nogi. Jedynie ten ma z Nim „udział” (J 13, 8) i dzięki temu może służyć człowiekowi.

Wielki Post jest czasem sprzyjającym temu, aby pozwolić Chrystusowi, by nam usłużył, a przez to stać się takim jak On. Dzieje się to, kiedy słuchamy Słowa Bożego i kiedy przyjmujemy sakramenty, w szczególności Eucharystię. W niej stajemy się tym, co przyjmujemy: ciałem Chrystusa. W tym ciele nie ma miejsca na obojętność, która jakże często zdaje się opanowywać nasze serca. Bowiem człowiek, który jest Chrystusowy, należy do jednego ciała, a w Nim nie jest się obojętnym jedni wobec drugich. „Tak więc gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współradują się wszystkie członki (1 Kor 12, 26).

Kościół jest communio sanctorum, ponieważ mają w nim udział święci, ale także dlatego, że jest komunią rzeczy świętych: miłości Bożej, objawionej nam w Chrystusie, i wszystkich Jego darów. Wśród nich jest także odpowiedź tych, kórzy pozwalają, aby ich dosięgnęła ta miłość. W tym świętych obcowaniu i w tym uczestnictwie w rzeczach świętych nikt nie posiada tylko dla siebie, lecz to, co ma, jest dla wszystkich. A ponieważ jesteśmy złączeni w Bogu, możemy zrobić coś także dla tych, którzy są daleko, dla tych, do których o własnych tylko siłach nie moglibyśmy nigdy dotrzeć, bowiem z nimi i za nich modlimy się do Boga, abyśmy wszyscy otworzyli się na Jego zbawcze dzieło.

2. „Gdzie jest brat twój?” (Rdz 4, 9) – Parafie i wspólnoty

To co zostało powiedziane odnośnie do Kościoła powszechnego, trzeba zastosować w życiu parafii i wspólnot. Czy w tych rzeczywistościach kościelnych daje się doświadczyć przynależności do jednego ciała? Ciała, które zarazem otrzymuje i dzieli się tym, co Bóg pragnie ofiarować? Ciała, które zna i troszczy się o swoje najsłabsze członki, ubogie i małe? Czy też chronimy się w miłość uniwersalną, która angażuje się daleko w świecie, zapominając o Łazarzu, który siedzi przed naszymi zamkniętymi drzwiami? (por. Łk 16, 19-31).

Aby przyjąć i w pełni owocnie wykorzystać to, co Bóg nam daje, trzeba pokonać granice Kościoła widzialnego w dwóch kierunkach.

Po pierwsze, jednocząc się w modlitwie z Kościołem w niebie. Kiedy ziemski Kościół się modli, powstaje wspólnota wzajemnej służby i dobra, która dociera aż przed oblicze Boga. Ze świętymi, którzy znaleźli swoją pełnię w Bogu, stanowimy część tej wspólnoty, w której obojętność zostaje przezwyciężona przez miłość. Kościół niebieski nie jest tryumfujący dlatego, że odwrócił się plecami do cierpień świata i sam zaznaje radości. Raczej święci mogą już kontemplować i radować się z faktu, że dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa pokonali ostatecznie obojętność, zatwardziałość serca i nienawiść. Dopóki to zwycięstwo miłości nie ogarnie całego świata, święci wędrują z nami jeszcze jako pielgrzymi. Św. Teresa z Lisieux, doktor Kościoła, przekonana, że radość w niebie ze zwycięstwa miłości ukrzyżowanej nie jest pełna, dopóki choćby tylko jeden człowiek na ziemi cierpi i się skarży, pisała: „Bardzo liczę na to, że nie będę bezczynna w niebie, moim pragnieniem jest nadal pracować dla Kościoła i dla dusz” (List 254 z 14 lipca 1897 r.).

My również mamy udział w zasługach i radości świętych, a oni uczestniczą w naszej walce i w naszym pragnieniu pokoju i pojednania. Ich radość ze zwycięstwa zmartwychwstałego Chrystusa jest dla nas źródłem siły, aby przezwyciężyć liczne formy obojętności i zatwardziałości serca.
Z drugiej strony, każda wspólnota chrześcijańska jest powołana do przekraczania progu, który pozwala jej wejść w relację z otaczającym ją społeczeństwem, z ubogimi i dalekimi. Kościół ze swej natury jest misyjny, nie zasklepiony na samym sobie, ale posłany do wszystkich ludzi.

Tą misją jest cierpliwe dawanie świadectwa o Tym, który chce doprowadzić do Ojca całą rzeczywistość i każdego człowieka. Misja jest tym, czego miłość nie może przemilczeć. Kościół idzie za Jezusem Chrystusem drogą, która go prowadzi do każdego człowieka, aż po krańce ziemi (por. Dz 1, 8). W ten sposób możemy zobaczyć w naszym bliźnim brata i siostrę, za których Chrystus umarł i zmartwychwstał. Wszystko, co otrzymaliśmy, otrzymaliśmy także dla nich. I podobnie, to co ci bracia posiadają, jest darem dla Kościoła i dla całej ludzkości.

Drodzy bracia i siostry, jakże pragnę, aby miejsca, w których wyraża się Kościół, w szczególności nasze parafie i nasze wspólnoty, stały się wyspami miłosierdzia na morzu obojętności!

3. „Umacniajcie serca wasze!” (Jk 5, 3) – Poszczególny wierny

Również jako pojedyncze osoby mamy pokusę obojętności. Mamy przesyt wstrząsających wiadomości i obrazów, które nam opowiadają o ludzkim cierpieniu, i zarazem czujemy całą naszą niemożność działania. Co zrobić, aby nie dać się wciągnąć w tę spiralę przerażenia i bezsilności?

Po pierwsze, możemy modlić się we wspólnocie Kościoła ziemskiego i niebieskiego. Nie lekceważmy siły modlitwy wielu! Inicjatywa 24 ore per il Signore – „24 godziny dla Pana” – która, jak ufam, będzie podjęta w całym Kościele, także na szczeblu diecezjalnym, w dniach 13 i 14 marca, ma być wyrazem tej potrzeby modlitwy.

Po drugie, możemy pomagać poprzez gesty miłosierdzia, docierając zarówno do bliskich, jak i dalekich dzięki licznym organizacjom charytatywnym Kościoła. Wielki Post jest czasem sprzyjającym temu, aby okazać to zainteresowanie drugiemu, poprzez znak, choćby mały, ale konkretny, naszego udziału w powszechnym człowieczeństwie.

I po trzecie, cierpienie drugiego stanowi wezwanie do nawrócenia, bowiem potrzeba, w jakiej znajduje się brat, przypomina mi o słabości mojego życia, o mojej zależności od Boga i od braci. Jeżeli pokornie będziemy prosić o łaskę Bożą i pogodzimy się z tym, że nasze możliwości są ograniczone, wówczas zaufamy w nieskończone możliwości, jakie kryją się w miłości Bożej. I będziemy mogli oprzeć się diabelskiej pokusie, która skłania nas do wierzenia, że sami możemy się zbawić i zbawić świat.

Chciałbym was wszystkich prosić, abyśmy dla przezwyciężenia obojętności i naszych pretensji do wszechmocy przeżywali ten czas Wielkiego Postu jako drogę formacji serca, jak wyraził się Benedykt XVI (por. enc. Deus caritas est, 31). Mieć serce miłosierne to nie znaczy mieć serce słabe. Kto chce być miłosierny, musi mieć serce mocne, stałe, niedostępne dla kusiciela, a otwarte na Boga. Serce, które pozwala przeniknąć się Duchowi i daje się prowadzić na drogi miłości, które wiodą do braci i sióstr. W gruncie rzeczy serce ubogie, czyli takie, które zna swoje ubóstwo i poświęca się dla drugiego.

Dlatego, drodzy bracia i siostry, pragnę modlić się razem z wami do Chrystusa w tym Wielkim Poście: „Fac cor nostrum secundum cor tuum” – „Uczyń serca nasze według serca Twego” (Suplikacja z Litanii do Najświętszego Serca Jezusa). Wówczas będziemy mieli serce mocne i miłosierne, czujne i szczodre, które nie daje się zamknąć w sobie i nie wpada w wir globalizacji obojętności.

Wyrażając to pragnienie, zapewniam o mojej modlitwie o to, aby każdy człowiek wierzący i każda wspólnota kościelna owocnie przebyli tę drogę wielkopostną, i proszę was o modlitwę za mnie. Niech Pan wam błogosławi, a Matka Boża niech was otacza opieką.

1717

Zapraszamy  wszystkich na adorację krzyża w każdy piątek Wielkiego Postu na godzinę 20.00.

1082

ŻOLIBORZ YOUNGERS to nasza parafialna ekipa młodych ludzi, która pełną parą przygotowuje się do Światowych Dni Młodzieży (ŚDM) w 2016 r. w Krakowie.

Kraków będzie miejscem centralnych obchodów, Kraków będzie miejscem centralnych obchodów, wszystko jednak zacznie się już tydzień wcześniej we wszystkich polskich diecezjach. ŚDM rozpoczną się od tzw. „Tygodnia w Diecezji”, który poprzedzi krakowskie wydarzenia i spotkania z papieżem.

Nasza Archidiecezja, już teraz, spodziewa się przybycia ok. 30.000 młodych ludzi z różnych zakątków świata. Będzie to dla Warszawy i okolicznych miejscowości nie lada wyzwanie, aby ich przyjąć, przenocować u rodzin, oraz zapoznać z historią naszej stolicy i ojczyzny, polską kulturą, a także ważnymi miejscami związanymi z naszą wiarą.

Z pewnością nasza parafia znajdzie się na mapie ŚDM, jako miejsce ważne i obowiązkowe do nawiedzenia przez młodych pielgrzymów. Dlatego przez najbliższe półtora roku pragniemy przygotować zarówno nasze sanktuarium, jak i nas samych, na spotkanie Chrystusa obecnego w drugim człowieku, który przybędzie do nas. Jako młodzież działająca w naszej parafii, którą prawie wszyscy w skrócie nazywamy „Kostka”, mamy niezwykłe zadanie związane z życiem i świętością naszego bł. ks. Jerzego. Mamy świadomość, że to wyjątkowy dar od Boga dla naszej żoliborskiej parafii i tych, którzy ją tworzą. Dlatego, chcemy by świadectwo tego wyjątkowego kapłana poznał cały świat, a ufamy, że ŚDM nam w tym pomogą.

Oczywiste jest, że jeżeli mamy pokazać światu postać bł. ks. Jerzego, sami musimy Go poznać, a co ważne – chcemy go lepiej poznać. Mimo że od jego śmierci minęło 30 lat, to dla naszego pokolenia jest on już cząstką polskiej historii. Nie jest to jednak przeszkoda, ale błogosławieństwo od Boga, bo patrząc z perspektywy lat, jeszcze bardziej dostrzegamy jak wyjątkowym człowiekiem i kapłanem był bł. ks. Jerzy, widzimy jak ważna była to postać dla ludzi młodych żyjących w tamtych czasach, ale także jak ważna była to postać dla naszej ojczyzny, co więcej dalej taka pozostaje. Dlatego, jeszcze bardziej czujemy obowiązek bycia ambasadorami bł. ks. Jerzego podczas ŚDM i świadkami Jego życia i świętości. Chcemy lepiej Go poznać, chcemy zaprzyjaźnić się z Jego osobą i dziełem jakie po sobie zostawił. Dlatego na ostatnim spotkaniu, żoliborskich wolontariuszy – YOUNGERS’ów odwiedziliśmy z ks. Michałem Kotowskim, muzeum naszego błogosławionego kapłana i męczennika. To była nasza pierwsza, tak dokładna i szczegółowa „podróż” przez całe życie i dorobek bł. ks. Jerzego. Ufamy że nie ostatnia, bo każdy z nas zdobył wiele nowych informacji na Jego temat. Planujemy dalsze przygody z bł. ks. Jerzym – przez czytanie książek i różnych publikacji o Jego osobie, oglądanie filmów a także nawiedzenie miejsc związanych z Jego życiem i działalnością. W planach spotkań żoliborskich wolontariuszy są również rozmowy z osobami, które spotkały księdza Jerzego i dla których jest On postacią szczególną. Podczas ostatniego spotkania YOUNGERS’ów, dzięki uprzejmości ks. Zbyszka, otrzymaliśmy pierwsze egzemplarze książki, przedstawiającej życie i sylwetkę ks. Jerzego, które obecnie czytamy. Od tego momentu nasza biblioteczka ma się powiększać, a my obiecujemy systematyczną lekturę dzieł poświęconych osobie Błogosławionego.

Przygotowując się do ŚDM, podczas których, my – młodzi, mamy być GOSPODARZAMI dla młodych z całego świata, pragniemy sami na nowo odkrywać historię naszego Błogosławionego, tak by bliskie Jemu słowa:

1800

Czego Ksiądz się nauczył od umierających pacjentów?

Musze sprostować pewien mit. To nie prawda, ze w hospicjum wszyscy, którzy do niego przyszli w nim umrą. Taki „one way ticket”. Część pacjentów pewnie nie zdrowieje, ale opuszcza hospicjum, wraca do domu. Zdarzają się pojedyncze przypadki, ze pacjenci wracają do leczenia przyczynowego. Od tej znacznej grupy, która odchodzi nauczyłem się spokojnego dystansu. Nawet tego, że mogę spokojnie powiedzieć, że przyjechałem po SOS – teraz już się nie mówi hajs (śmiech).

Mówił Ksiądz o prawdzie, aby nie zatajać niczego przed chorym…

Absolutnie. Jak można lawirować między kłamstwami? Pacjenci, my, chorzy potrzebujemy żeby nas prowadzono, żebyśmy szli przez chorobę ze świadomością. Jeden będzie potrzebował prawdy podanej na tacy, będzie chciał aby ją do końca zrozumieć, drugiemu – wystarczą pewne informacje, po których się zatrzyma i powie, że nie chce więcej wiedzieć. Nie można komuś, kto jest chory na np. nowotwór płuc mówić, że ma niedoleczoną grypę.

Dlaczego tak ważne jest mówienie dzieciom o śmierci?

Nie można wychowywać dzieci i młodzieży w przeświadczeniu, że jesteśmy wieczni, młodzi i piękni. Dzieci wcześniej czy później spotkają się ze śmiercią swoich dziadków, pradziadków. Na szczęście jesteśmy takim pokoleniem, które ma pradziadków, bo już ten koszmar wojny się skończył. Dzieciom będą zdychały ulubione zwierzątka, i można powiedzieć, że zostały oddane do ZOO i tam się świetnie czują lub można porozmawiać z dziećmi, że na każdą biologiczną istotę przyjdzie śmierć. Z własnego do- świadczenia wiem, jak ważne jest opowiadanie fenomenologiczne o śmierci. Dzieci nie wiedzą czym jest śmierć, często potrzebują aby im to wytłumaczono. Wtedy serce nie bije, krew nie krąży, ciało się nie rusza, robi się chłodne. Dopiero kiedy wtłoczymy im strach przed śmiercią – boją się trupów, kościotrupów. Boją się śmierci zmitologizowanej. Nieprawdziwej. Śmierć może być łagodna i piękna. To jak mówiłem na kazaniach: śmierć nie może być śmiertelnie smutna i nudna, bo to by nas zabiło.

Ks. Jan Kaczkowski, Marta Jacukiewicz

Źródło: DEON.pl