Wybierz język

  • Polski
  • Français
NEWS

2254

2 sierpnia w kościołach i klasztorach franciszkańskich obchodzone jest patronalne święto Matki Bożej Anielskiej Porcjunkuli. W Kalendarzu Liturgicznym czytamy, iż tego dnia w kościołach parafialnych można uzyskać odpust zupełny Porcjunkuli. Za zgodą biskupa diecezjalnego odpust ten może być przeniesiony na niedzielę, która poprzedza 2 sierpnia lub po nim następuje.

Trochę historii

Dlaczego święto Matki Bożej Anielskiej Porcjunkuli? Otóż ma to związek z kościołem Matki Bożej Anielskiej pod Asyżem. Według podania, była to pierwotnie kapliczka ufundowana w VI w. (2 km na południe od Asyżu) przez pielgrzymów wracających z Ziemi Świętej. Mieli oni przywieźć grudkę ziemi z grobu Matki Bożej. Za czasów św. Franciszka kapliczka ta miała już nazwę Matki Bożej Anielskiej. Była ona wówczas w stanie ruiny, dlatego też św. „Biedaczyna” z Asyżu w zimie 1207/1208 r. odbudował ją i tam zamieszkał. Wkrótce przyłączyli się do niego towarzysze. Nie jest wykluczone, że ona sam nadał jej nazwę Matki Bożej Anielskiej, bo jak głosi legenda, słyszano często nad kapliczką głosy anielskie. W tym czasie kapliczka wraz z przyległą posesją stanowiła jeszcze własność benedyktynów z pobliskiej góry Subasio, jednak wkrótce (1211 r.) odstąpili ją św. Franciszkowi i jego współbraciom, którzy wybudowali sobie tam ubogie szałasy – domy. W kilka lat później, dokładnie 2 sierpnia 1216 r., miało miejsce uroczyste poświęcenie (konsekracja) kapliczki-kościółka.

W tym też czasie funkcjonowała w stosunku do ww. kościółka druga nazwa – Porcjunkula, być może również wprowadzona przez św. Franciszka. Etymologicznie oznacza ona tyle, co kawałeczek, drobna część. Prawdopodobnie nawiązywała ona do bardzo małych rozmiarów kościółka i przyległego terenu. Tak więc Porcjunkula stała się macierzystym domem zakonu św. Franciszka.

Dwieście lat później – w roku 1415 św. Bernardyn ze Sieny osadził tu swoich synów duchowych – obserwantów, którzy wystawili tu spory klasztor wraz z okazałym kościołem. W latach 1569-1678 wybudowano świątynię, w środku której znajduje się w stanie surowym zachowany pierwotny kościółek-kapliczka Porcjunkula. Przy końcu bocznej nazwy jest cela, w której mieszkał i dokonał życia św. Franciszek. 11 kwietnia 1909 r. papież Pius X podniósł kościół Matki Bożej Anielskiej w Asyżu do godności Bazyliki patriarchalnej i papieskiej.

Skąd odpust Porcjunkuli?

Łączy się on z legendą. Głosi ona, że pewnej nocy latem 1216 r. św. Franciszek usłyszał w swojej celi głos: „Franciszku, do kaplicy!” . Kiedy tam się udał, ujrzał Pana Jezusa siedzącego nad ołtarzem, a obok z prawej strony Najświętszą Maryję Pannę w otoczeniu aniołów. Usłyszał głos: „Franciszku, w zamian za gorliwość, z jaką ty i bracia twoi, staracie się o zbawienie dusz, w nagrodę proś mię dla nich i dla czci mego imienia o łaskę, jaką zechcesz. Dam ci ją, gdyż dałem cię światu, abyś był światłością narodów i podporą mojego Kościoła” . Franciszek upadł na twarz i rzekł: „Trzykroć Święty Boże! Ponieważ znalazłem łaskę w Twoich oczach, ja który jestem tylko proch i popiół, i najnędzniejszy z grzeszników, błagam Cię z uszanowaniem, na jakie tylko zdobyć się mogę, abyś raczył dać Twoim wiernym tę wielką łaskę, aby wszyscy, po spowiedzi odbytej ze skruchą i po nawiedzeniu tej kaplicy, mogli otrzymać odpust zupełny i przebaczenie wszystkich grzechów”. Następnie św. Franciszek zwrócił się do Najświętszej Maryi Panny: „Proszę błogosławionej Dziewicy, Matki Twojej, Orędowniczki rodzaju ludzkiego, aby poparła sprawę moją przed Tobą”. Maryja poparła modlitwę Franciszka. Wtedy Chrystus Pan powiedział: „Franciszku, to, o co prosisz, jest wielkie. Ale otrzymasz jeszcze większe łaski. Daję ci odpust, o który usilnie błagasz, pod warunkiem jednak, że będzie on zatwierdzony przez mego Namiestnika, któremu dałem moc związywania i rozwiązywania tu na ziemi”. Podanie głosi, że następnego dnia św. Franciszek udał się do Perugii, gdzie przebywał wówczas papież Honoriusz III, który faktycznie udzielił odpustu zupełnego na dzień przypadający w rocznicę poświęcenia kapliczki Porcjunkuli, tj. 2 sierpnia. Początkowo więc odpust zupełny można było uzyskać jedynie w kościele Matki Bożej Anielskiej w Asyżu i to jedynie 2 sierpnia.

Od XIV w. papieże zaczęli podobny odpust na ten dzień przyznawać poszczególnym kościołom franciszkańskim. Dostępować go mieli wszyscy ci wierni, którzy tego dnia nawiedzą któryś z kościołów franciszkańskich. W 1847 r. Papież Pius IX poszedł jeszcze dalej i przywilej odpustu rozszerzył na wszystkie kościoły parafialne i inne, przy których jest III Zakon św. Franciszka. W 1910 r. papież Pius X udzielił na ten dzień tego odpustu wszystkim kościołom, jeśli tylko biskup uzna to za stosowne. W rok później św. Pius X przywilej ten rozszerzył na wszystkie kościoły.

By uzyskać wspomniany odpust, należy jednak spełnić następujące warunki, a więc:

– pobożnie nawiedzić kościół,

– odmówić w nim Modlitwę Pańską oraz Wyznanie Wiary,

– przystąpić do spowiedzi świętej,

– przyjąć Komunię świętą,

– pomodlić się według intencji Ojca Świętego,

– wykluczyć przywiązanie do jakiegokolwiek grzechu.

Warto więc tego dnia skorzystać ze „skarbca Bożego Miłosierdzia” i uzyskać za przyczyną Matki Bożej Anielskiej i św. Franciszka odpust zupełny, czyli darowanie kary doczesnej za popełnione grzechy.

2029

Ewangelie nie przekazały o rodzicach Maryi żadnej wiadomości. Milczenie Biblii dopełnia bogata literatura apokryficzna. Ich imiona są znane jedynie z apokryfów Protoewangelii Jakuba, napisanej ok. roku 150, z Ewangelii Pseudo-Mateusza z wieku VI oraz z Księgi Narodzenia Maryi z wieku VIII. Najbardziej godnym uwagi może być pierwszy z wymienionych apokryfów, gdyż pochodzi z samych początków chrześcijaństwa, stąd może zawierać ziarna prawdy zachowanej przez tradycję.

Święta Anna z Maryją

Anna pochodziła z rodziny kapłańskiej z Betlejem. Hebrajskie imię Anna w języku polskim znaczy tyle, co „łaska”. Od IV wieku do dzisiaj pokazuje się przy Sadzawce Owczej w Jerozolimie miejsce, gdzie stał dom Anny i Joachima. Obecnie wznosi się na nim trzeci z kolei kościół. Wybudowali go krzyżowcy.
Św. Anna jest patronką diecezji opolskiej, miast, m.in. Hanoveru, oraz kobiet rodzących, matek, wdów, położnic, ubogich robotnic, górników kopalni złota, młynarzy, powroźników i żeglarzy.

Święty Joachim z MaryjąJoachim miał pochodzić z zamożnej i znakomitej rodziny z Galilei. Już samo jego imię miało być prorocze, gdyż oznacza tyle, co „przygotowanie Panu”. W dawnej Polsce czczony był jako „protektor Królestwa”. Kiedy Maryja była jeszcze dzieckiem, miał pożegnać ziemię. Razem ze św. Anną patronują małżonkom.
Od dawna biblistów interesował problem, dlaczego Ewangeliści podają dwie odrębne genealogie Pana Jezusa: inną przytacza św. Mateusz (Mt 1, 1-18), a inną – św. Łukasz (Łk 3, 23-38). Przyjmuje się dzisiaj dość powszechnie, że św. Mateusz podaje rodowód Chrystusa Pana wymieniając przodków św. Józefa, podczas gdy św. Łukasz przytacza rodowód Pana Jezusa wymieniając przodków Maryi. Według takiej interpretacji ojcem Maryi nie byłby wtedy św. Joachim, ale Heli. Być może imię Joachim jest apokryficzne. Możliwe także, że Heli miał drugie imię Joachim. Sprawa jest nadal otwarta.

Święci Joachim i Anna, rodzice MaryiApokryficzna Protoewangelia Jakuba z II wieku podaje, że Anna i Joachim byli bezdzietni. Małżonkowie daremnie modlili się i dawali hojne ofiary na świątynię, aby uprosić sobie dziecię. Joachim, będąc już w podeszłym wieku, udał się na pustkowie i tam przez dni 40 pościł i modlił się o Boże miłosierdzie. Wtedy zjawił mu się anioł i zwiastował, że jego prośby zostały wysłuchane, gdyż jego małżonka Anna da mu Dziecię, które będzie radością ziemi. Tak też się stało. Przy narodzinach ukochanej Córki, której według zwyczaju piętnastego dnia nadano imię Maria, była najbliższa rodzina. W rocznicę tych narodzin urządzono wielką radosną uroczystość. Po urodzeniu się Maryi, spełniając uprzednio złożony ślub, rodzice oddali swą Jedynaczkę na służbę w świątyni. Kiedy Maryja miała 3 lata, oddano Ją do świątyni, gdzie wychowywała się wśród swoich rówieśnic, zajęta modlitwą, śpiewem, czytaniem Pisma świętego i haftowaniem szat kapłańskich. Wcześniej miał pożegnać świat Joachim. Według jednej z legend Annie przypisuje się trinubium – po śmierci Joachima miała wyjść jeszcze dwukrotnie za mąż.

Kult świętych Joachima i Anny był w całym Kościele – a więc także na Wschodzie – bardzo dawny i żywy. W miarę jak rozrastał się kult Matki Chrystusa, wzrastała także publiczna cześć Jej rodziców. Już w IV/V w. istniał w Jerozolimie kościółek przy dawnej sadzawce Betesda w pobliżu świątyni pod wezwaniem św. Joachima i św. Anny. Istnieje on do dzisiaj. Tu nawet miał być według podania ich grób. Inni miejsce grobu sytuowali przy wejściu na Górę Oliwną. Cesarz Justynian wystawił w Konstantynopolu około roku 550 bazylikę ku czci św. Anny. Kazania o św. Joachimie i św. Annie wygłaszali na Wschodzie święci tej miary, co św. Epifaniusz (+ 403), św. Sofroniusz (+ po 638), św. Jan Damasceński (+ ok. 749), św. German, patriarcha Konstantynopola (+ 732), św. Andrzej z Krety (+ 750), św. Tarazjusz, patriarcha Konstantynopola (+ 806), a na Zachodzie: św. Fulbert z Chartres (+ 1029), św. Bernardyn ze Sieny (+ 1444) czy bł. Władysław z Gielniowa (+ 1505).
Szczególną czcią była zawsze otaczana św. Anna. Jej kult był i jest do dnia dzisiejszego bardzo żywy. Na Zachodzie pierwszy kościół i klasztor św. Anny stanął w roku 701 we Floriac koło Rouen. Dowodem popularności św. Anny jest także to, że jej imię było i dotąd jest często nadawane dziewczynkom. Bardzo liczne są też kościoły i sanktuaria pod jej wezwaniem. Ku czci św. Anny powstało 5 zakonów żeńskich. W dawnej liturgii poświęcono św. Annie aż 118 hymnów i 36 sekwencji (wiek XIV-XVI).

Święta Anna SamotrzeciaPolska chlubi się wieloma sanktuariami św. Anny: na Górze św. Anny w pobliżu Brzegu Głogowskiego, w Jordanowie, w Selnikach, w Grębocicach, w Stoczku koło Lidzbarka Warmińskiego, w Kamiance. Największej jednak czci doznaje św. Anna w Przyborowie koło Częstochowy i na Górze Św. Anny koło Opola. Sanktuarium opolskie należy do najsłynniejszych w świecie – tak dalece, że figura św. Anny doczekała się uroczystej koronacji papieskimi koronami 14 września 1910 r. Sanktuarium to nawiedził św. Jan Paweł II 21 czerwca 1983 roku podczas swej drugiej pielgrzymki do Polski. Cudowna figura św. Anny wykonana jest z drzewa bukowego i liczy 66 cm wysokości. Przedstawia ona św. Annę piastującą dwoje dzieci: Maryję, której była matką, i Pana Jezusa, dla którego była babką (św. Anna Samotrzecia). Wszystkie trzy figury są koronowane. Początkowo była tylko jedna postać św. Anny (wiek XV). Potem dodano postacie Maryi i Jezusa (wiek XVII), umieszczając je przy głowie św. Anny.

Liturgiczny obchód ku czci rodziców Maryi pojawił się najpierw na Wschodzie. Wprowadził go w 710 r. cesarz Justynian II pod tytułem Poczęcie św. Anny. Wspomnienie obchodzono w różnych dniach, łącznie (św. Joachima i św. Anny) lub oddzielnie. Na Zachodzie wprowadzono je późno. W Neapolu jest znane w wieku X. Papież Urban VI bullą Splendor aeternae gloriae z 21 czerwca 1378 r. zezwolił na obchodzenie tego święta w Anglii. Juliusz II w 1522 r. rozszerzył je na cały Kościół i wyznaczył na 20 marca. Paweł V zniósł jednak to święto w 1568 r., opierając swoją decyzję na tym, że o rodzicach Maryi z ksiąg Pisma świętego nic nie wiemy. Przeważyła jednak opinia, że należy im się szczególna cześć. Dlatego Grzegorz XIII święto Joachima i Anny ponownie przywrócił (1584). Z tej okazji wyznaczył jako dzień pamięci 26 lipca. Papież św. Pius X w 1911 roku wprowadził osobno święto św. Joachima, wyznaczając dzień pamiątki na 16 sierpnia. Św. Anna miała nadal swoje święto dnia 26 lipca. Reforma liturgiczna z roku 1969 połączyła na nowo imiona obojga pod datą 26 lipca.

2782

Pan Bóg jedzie z nami na wakacje, ale pod warunkiem że zamiast zostawić Go w domu, zabierzemy Go ze sobą.

Pewnego razu, w czasie kazania do dzieci na temat wakacji, ośmioletni Piotrek zapytał mnie: „Czy Pan Bóg jeździ na wakacje?”. Wywołało to falę śmiechu w całym kościele. Koledzy i koleżanki Piotrka śmiali się tak głośno i długo, że nie można było kontynuować kazania. Ubawieni byli nawet rodzice obecni na Mszy św. Tylko kolega Piotrka, dziewięcioletni Łukasz, kiedy wszyscy się śmiali, podniósł rękę. Podałem mu więc mikrofon, a on stwierdził, że pytanie, które zadał Piotrek, nie jest wcale takie śmieszne. Co więcej, stanowczym głosem oznajmił, że zna odpowiedź. W całym kościele zaległa cisza. Wszyscy byli zdumieni i zastanawiali się, co też powie dziewięciolatek. Tymczasem Łukasz nabrał w płuca powietrza i z całych sił, głośno i odważnie udzielił odpowiedzi, mówiąc: „Owszem, Pan Bóg jedzie na wakacje, ale pod warunkiem że my Go ze sobą zabierzemy, a nie zostawimy w domu!”. W całym kościele wszyscy pospuszczali głowy i trwała cisza. Tylko rodzice Łukasza byli dumni, że mają tak mądrego syna. Choć pozornie pytanie mogło wydawać się śmieszne, to już odpowiedź na nie może zmusić nas do zastanowienia.

„Idźcie i odpocznijcie nieco”

Na koniec czerwca dzwonek w szkołach obwieścił wakacje! A więc czas bez szkoły, bez nauki, bez książek, bez pracy domowej, bez dźwigania każdego ranka ciężkiego plecaka i co najważniejsze – bez porannego wstawania. Pewnie każdy zgodzi się, że te ponad 60 dni bez nauki w lipcu i sierpniu to chyba pomysł Pana Boga. Dobrze to sobie zaplanował, że po całorocznym wysiłku należy się odpoczynek. Łatwo wtedy cytować słowa Jezusa z szóstego rozdziału Ewangelii wg św. Marka: „Idźcie i odpocznijcie nieco”. Apostołowie, po trudzie ewangelizowania, wrócili do Jezusa i opowiadali o swoich osiągnięciach. Mimo entuzjazmu musieli wyglądać na zmęczonych, skoro Jezus odsyła ich, aby poszli odpocząć. Kiedy uczeń szkoły podstawowej, gimnazjum lub liceum wraca ostatniego dnia ze szkoły, niesie w ręku swoje świadectwo, wie też, że czeka go zasłużony odpoczynek. Eksplozja szczęścia niesie go na górskie szlaki, nadmorskie plaże, czasem w dalekie, ciepłe kraje. Niektórzy marzą o spływie kajakowym lub o wędkowaniu. Różne mamy pomysły na wakacje i w różne miejsca jedziemy. Wakacje to taki piękny czas mający jedną wadę – kiedyś muszą się skończyć. Wtedy wracamy do naszej codzienności, do szkoły, do różnych innych zajęć. Myślę, że warto już na samym początku wakacji pomyśleć o tym, co mówili Piotrek i Łukasz: czy Pan Bóg też jedzie na wakacje? Owszem, Pan Bóg jedzie na wakacje, ale pod warunkiem że my Go ze sobą zabierzemy!

Wcale nie zamykają kościołów

Pakując wakacyjne plecaki czy torby podróżne, pamiętajmy, że chce z nami jechać też Bóg. Nie chce On, abyśmy zostawili Go na długie dwa miesiące samego. On chce być z nami i przeżywać wszystkie chwile naszych radości. No dobrze, ale co znaczy zabrać Go ze sobą na wakacje? To proste! Chodzi o to, abyśmy nie zapomnieli o Bogu, który jest naszym Ojcem, Przyjacielem, Przewodnikiem… Mamy pamiętać, że na czas wakacji wcale nie zamykają kościołów i tak jak zawsze, każdego dnia jest sprawowana Msza św. Również w wakacje należy pamiętać o spowiedzi, Pierwszym Piątku, chwili adoracji czy czytaniu Pisma Świętego. Zabrać ze sobą Boga na wakacje, to na pewno rozmawiać z Nim na modlitwie każdego dnia; dziękować Mu za słońce, piękno krajobrazu, który odkrywamy; za dobroć ludzi, której doświadczamy; za wiele chwil radości, które nas spotkają! Ks. Jan Twardowski w swoim wierszu pisał: „Czy możemy powiedzieć, że żyjemy dla Boga? Czy nie żyjemy dla siebie, dla swoich ambicji, dla pieniędzy, dla własnego szczęścia? Każdą chwilę dostajemy od Boga i każą chwilę oddajmy Jemu”. Każda chwila wakacyjnej radości czy szczęścia może być ofiarowana Panu Bogu.

Myśl o tym, co najważniejsze

Kiedyś, gdy byłem nad morzem, zauważyłem przed jednym z kościołów plakat ewangelizacyjny z napisem: „Nie ma wakacji bez Boga!”. Zastanawiałem się, ile osób to czyta i ile się tym przejmuje. Gdy byłem na niedzielnej Mszy, zrozumiałem, że bardzo wielu. Miejscowy kościół był przepełniony turystami. To naprawdę piękne widzieć, że tak wielu ludzi chce dziękować Bogu za swój czas wypoczynku. Przypomina mi się też album z fotografiami z życia Jana Pawła II. Na jednym ze zdjęć widać, jak ks. Karol Wojtyła będąc na wyprawie kajakowej, sprawuje z grupą młodzieży Eucharystię. Na innym natomiast sam siedzi w kajaku i odmawia modlitwę brewiarzową. Bardzo często wakacje to czas, gdy możemy się wyrwać z naszego zagonienia. Receptą na odpoczynek nie musi być wcale znane stwierdzenie „przestać myśleć o wszystkim”. Może raczej należy myśleć o tym, co najważniejsze. Jezus mówi do nas poprzez karty Ewangelii: „przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja Was pokrzepię” (Mt 11, 28). Ten wakacyjny czas może być dla nas okazją do spotkania z Bogiem, który nie obciąża, a ukazuje, iż to właśnie dzięki modlitwie możemy nabrać jeszcze więcej sił.

Zdaj test swojej wiary

Wakacje to doskonały czas na test naszej wiary. Być może czasami naszą obecność na Eucharystii, spowiedź, modlitwę traktujemy jedynie jako praktyki religijne, które są jednym z wielu „obowiązków” naszego życia. A przecież mówi się, że wakacje to czas, gdy od obowiązków mamy odpocząć. Pewnego razu byłem na Mazurach w malowniczej miejscowości Ukta, gdzie przepływa rzeka Krutynia, znana ze spływów kajakowych. Uczestniczyłem w wieczornej Eucharystii, a po jej zakończeniu wychodziliśmy z innymi księżmi z kościoła. Czekała na nas młoda studentka. Jednak zamiast radości na jej twarzy widać było smutek i zakłopotanie. Gdy zapytaliśmy się, dlaczego jest taka smutna okazało się, że trapi ją problem. Przyjechała na wakacje z grupą znajomych, wszyscy się doskonale bawią, ale nikt oprócz niej nie chciał nawet słyszeć o niedzielnej Eucharystii.

Być może wielu ministrantów czy lektorów w czasie wakacji znajdzie się w podobnej sytuacji. Warto wtedy pamiętać stwierdzenie małego Łukasza: „oczywiście, że Pan Bóg jedzie na wakacje, ale pod warunkiem że my Go ze sobą zabierzemy…”

Dostrzeż skarb od Boga

Wszystkim, którzy za niedługo rozpoczynają wakacje, chciałbym dedykować bajkę o najpiękniejszym ze wszystkich skarbów:

„Każdego poranka bogaty i wszechpotężny król Bengodi odbierał hołdy swoich poddanych. W swoim życiu zdobył już wszystko to, co można było zdobyć i zaczął się trochę nudzić. Pośród różnych poddanych, zjawiających się codziennie na królewskim dworze, każdego dnia punktualnie pojawiał się pewien cichy żebrak. Przynosił on królowi jabłko, a potem oddalał się, równie cicho jak wchodził. Król, który przyzwyczajony był do otrzymywania wspaniałych darów, przyjmował dar z odrobiną ironii i pobłażania, a gdy tylko żebrak się odwracał, drwił sobie z niego, a wraz z nim cały dwór. Jednak żebrak się tym nie zrażał. Powracał każdego dnia, by przekazać w królewskie dłonie kolejny dar. Król przyjmował go rutynowo i natychmiast odkładał jabłko do przygotowanego na tę okazję koszyka, znajdującego się blisko tronu. Były w nim wszystkie jabłka cierpliwie i pokornie przekazywane przez żebraka. Kosz był już prawie pełen. Pewnego dnia ulubiona królewska małpa wzięła jedno jabłko i ugryzła je, po czym plując nim, rzuciła pod nogi króla. Monarcha oniemiał z wrażenia, gdy dostrzegł wewnątrz jabłka migocącą perłę. Rozkazał natychmiast, aby otworzono wszystkie owoce z koszyka. W każdym z nich znajdowała się taka sama perła. Zdumiony król kazał zaraz przywołać do siebie żebraka i zaczął go przepytywać. – Przynosiłem ci te dary, panie – odpowiedział człowiek – abyś mógł zrozumieć, że życie obdarza cię każdego dnia niezwykłym prezentem, którego ty nawet nie dostrzegasz i wyrzucasz do kosza.

Wszystko dlatego, że jesteś otoczony nadmierną ilością bogactw. Najpiękniejszym ze wszystkich darów jest każdy rozpoczynający się dzień”.

Obyśmy potrafili w każdym kolejnym dniu wakacji dostrzec skarb, jaki otrzymujemy od Boga. Starajmy się, aby tego skarbu nie zniszczyć i nie zapomnieć o Panu Bogu, który każdego dnia chce być z nami!

Zadanie:

Ułożyć modlitwę wakacyjną, którą będę mógł odmawiać każdego dnia.

Modlitwa wakacyjna

Naucz mnie Panie dobrze wypoczywać i spędzać wolny czas. Proszę Cię, abym umiał dostrzegać piękno przyrody, wspaniałość zwierząt, abym na nowo nauczył się zachwycać otaczającym mnie światem, tak jak kiedyś, gdy byłem małym dzieckiem. Panie, błogosław wszystkim, którzy wyjeżdżają na wakacje, aby spędzili dobre ten czas. Dziękuję, że nie zapominasz o tych wszystkich, którzy nie mogą wyjechać z braku środków lub z powodu choroby. Panie, zmiłuj się nad nami i spraw, aby ludzie byli dla siebie dobrzy. Dzięki Ci, Panie. Amen.

2059

Mobilna-klinika-w-Dohuku_01

Caritas Polska razem z Wyższą Szkołą im. Św. Elżbiety z Bratysławy współfinansuje zakup leków dla uchodźców, w tym w dużej mierze chrześcijan, które będą dystrybuowane przez powstającą Mobilną Klinikę im. Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki.

W Iraku po tym jak Państwo Islamskie opanowało jedną trzecią kraju, ponad milion ludzi uciekło przed nieuniknioną śmiercią. Większość schroniła się na terytorium irackiego Kurdystanu – autonomicznego regionu, który w zeszłym roku powstrzymał inwazję ISIS na swoje terytorium. Uchodźcy znajdują się w dwóch miejscach – w Erbilu oraz Dohuku. Do tego ostatniego dotrze pomoc polska w postaci leków dla chorych pacjentów, w tym na choroby przewlekłe.

W Dohuku uchodźcy są rozrzuceni po różnych miejscach, w wioskach, obozach, prowizorycznych schronieniach, a zmieniająca się sytuacja na froncie doprowadza do kolejnych masowych ruchów ludności. Dlatego też mobilna jednostka jest najbardziej trafionym i potrzebnym rozwiązaniem – mówi Przemysław Ulman, który jest pracownikiem Szkoły na miejscu.

Mobilna-klinika-w-Dohuku_02

W karetce, która docierać będzie do potrzebujących będzie dwóch lekarzy oraz specjaliści, w tym ginekolog-urolog. Ta specjalność jest bardzo potrzebna, by leczyć kobiety, którym udało się uciec z niewoli islamistów. Klinika będzie wyposażona w najbardziej potrzebne leki.

5 USD kosztuje miesięczne leczenie osoby chorej, 20 USD kosztuje wsparcie przewlekle chorych. W liście leków jaką otrzymaliśmy znajdują się między m.in. leki: przeciwbólowe, przeciwcukrzycowe, przeciw-histaminowe, antybakteryjne, przeciwzapalne, wzmacniające mięśnie, na serce, na żołądek, witaminy, przeciwastmatyczne, przeciwepileptyczne, podstawowe wyposażenie chirurgiczne, przeciwpasożytnicze i inne.

Szkoła Św. Elżbiety przewiduje, że miesięcznie wesprze około 1200 pacjentów.

Marta Titaniec – Caritas Polska

2642

Do Gietrzwałdu – miejsca jedynych w Polsce uznanych przez Kościół objawień Matki Bożej – przyjechali ministranci z całej Polski. Okazją do wspólnej modlitwy i zawierzenia się Maryi była VI Ogólnopolska Pielgrzymka Służby Liturgicznej Ołtarza. Spotkanie rozpoczęło się procesją z obrazem Matki Bożej Gietrzwałdzkiej z bazyliki na błonia gietrzwałdzkie. Za wizerunkiem Maryi szło ponad 2 tys.ministrantów i lektorów. Wszyscy ubrani w komże i alby, niektórzy z krzyżami napiersi, inni trzymając różańce w dłoniach. Właśnie na błoniach, pod przewodnictwem abp. Józefa Górzyńskiego, odbyła się Eucharystia.Po Eucharystii odbyły się spotkania ze świadkami Ewangelii. Pierwszym gościem był Jan Budziaszek z zespołu Skaldowie. Drugim gościem był raper Under. – Chcę przekazać tym młodym, że dziś tęsknię za czasem, kiedy byłem ministrantem. I to,że czymś najważniejszym w życiu jest to, żeby polubić siebie, jakim się jest. Aby być sobą. Wiem, jak długo borykałem się z tym, że ludzie są odtrącani, bo są nietuzinkowi. Mnie pomogły modlitwa i prawda – mówił Under.Ogólnopolska pielgrzymka zakończyła się wspólnym Różańcem, który poprowadził J. Budziaszek. Po modlitwie wszystkich pobłogosławił abp Józef.Służba przy ołtarzu, na którym sprawowana jest Ofiara Jezusa Chrystusa, jest najbardziej zaszczytną funkcją, jaką mogą pełnić ministranci i lektorzy. Tysiące młodych ludzi poświęca swój czas i zdolności, by z wielką pokorą i dyscypliną służyć Tajemnicy, jaka dokonuje się podczas Mszy św. Dobrze, że w naszym Sanktuarium też są tacy:)

ks. Marcin Piotrowski

2040

           Już niebawem nasza kolejna modlitwa uwielbienia przed Najświętszym Sakramentem – „WIECZÓR z JEZUSEM”, ostatnia przed wakacjami. Tym razem spotkamy się 12 czerwca 2015, kiedy w liturgii Kościoła obchodzimy UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEGO SERCA PANA JEZUSA. Chcemy, tego wieczoru, uwielbić Naszego Pana i wynagrodzić za wszelkie grzechy i słabości, którymi ranimy Jego Najświętsze Serce.

          Zaczniemy nietypowo – procesją Eucharystyczną dookoła naszej świątyni. Idąc w pochodzie za Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie, śpiewając Mu pieśń pochwalną będziemy prosić by błogosławił nam, naszej parafii i wszystkim wspólnotom, które w niej działają. Będzie to okazja by wyrazić naszą wdzięczność i wiarę w Jezusa obecnego w Eucharystii i błogosławiącego nam.

Zaczynamy o godz. 19.30 – nie spóźnijcie się!

ZAPRASZAMY

2716

Z Tau – Piotrem Kowalczykiem 

rozmawiają
Marta Jacukiewicz i Ks. Piotr Janiszewski

 

Mówisz o sobie, że jesteś chodzącym świadectwem. Dlaczego?

Bóg odmienił całe moje życie, wyciągnął mnie z uzależnień, depresji. Byłem uzależniony od nikotyny, marihuany, w pewien sposób również od alkoholu. Prowadziłem imprezowy tryb życia. Byłem uzależniony też od filozofii New Age, okultyzmu. Ogólnie Bóg naprawił moje życie, duszę. Uważam, że jestem chodzącym świadectwem na Jego istnienie, ponieważ kiedy próbowałem się zwrócić do ludzi – nikt nie był w stanie pomóc mi wyjść z problemów, udzielić odpowiedzi na moje pytania. Wszystkie odpowiedzi znalazłem w Piśmie Świętym. Doznałem bezpośrednio działania Ducha. Pan Bóg jest Tym, który mnie wybawił.

Miałeś jakieś granice w tej zabawie czy imprezowałeś konkretnie tak na 100 procent?

Imprezowałem weekendowo, jak większość młodzieży, aczkolwiek żyłem od weekendu do weekendu. Od poniedziałku do piątku wiodłem życie Piotrusia, który pracował, studiował, a w weekend zamienił się w bestię.

Teraz tak trochę z uśmiechem o tym mówisz, ale w tamtym czasie pewnie do śmiechu nie było. Miałeś przecież myśli samobójcze…

Grzech jest powodem do płaczu u każdego człowieka. I nie ma to znaczenia, czy człowiek jest nawrócony czy nie. Gdybyśmy zrozumieli różne wymiary grzechu – każdy z nas płakałby codziennie. Teraz się uśmiecham ponieważ żyję w bliskiej relacji z Panem Bogiem. To On daje mi pokój. Nie wiąże mnie żaden stosunek emocjonalny z moją przeszłością, ponieważ zostało mi to zabrane przez łaskę.

Kiedy odnalazłeś sens życia?

Pragnienie odkrycia Pana Boga pojawiło się w momencie, kiedy zacząłem Go intensywnie poszukiwać przez różne praktyki – medytacje, interesowanie się kosmosem, fizyką kwantową na podstawowym poziomie. Chciałem doświadczyć Boga Żywego, który przyjdzie do mojego życia i pokaże mi, że Jest. Zrozumiałem, że wszechświat jest niesamowitym wytworem – po prostu przerosło mnie to. W momencie kiedy nie miałem relacji z Bogiem nie wiedziałem kto to zrobił, jak to zrobił (śmiech). I moje poszukiwania zaczęły się od tego momentu. Może nawet nie było to wtedy związane z tym, że chciałem wyjść z konkretnych nałogów – w tym w ogóle nie widziałem problemu. Moim największym problemem było to, że nie znałem Boga Żywego. Sądziłem, że Boga w świecie chrześcijan też nie znajdę. Byłem wychowywany w wierze chrześcijańskiej, ale nigdy świadomie nie doświadczyłem Pana Boga.

W jednym ze swoich utworów śpiewasz „To, że kocham Chrystusa nie oznacza, że chodzę w sandałach…”

Środowisko, które słucha rapu jest specyficzne. Miałem taki etap w życiu, kiedy bardzo szczegółowo patrzyłem na swoją osobę – również przez pryzmat tego w jaki sposób się ubieram. Byłem poniekąd niewolnikiem ubrania. Może to śmiesznie brzmi, ale niektórzy ludzie są w takiej pułapce – wcale o tym nie wiedzą. W dobie konsumpcjonizmu ludzie niestety oceniają się przez pryzmat tego w jaki sposób i w co się ubierają. Miałem z tym wielki problem. Kiedy przechodziłem transformację i byłem w trakcie wyciągania mojego ducha z tych otchłani – zacząłem chodzić w marynarkach, zapuściłem długie włosy… Chciałem się wpasować w społeczeństwo. Nie chciałem być kojarzony z czymkolwiek, co jest młodzieżowe. Chciałem być super-dojrzały. Miało to emanować z zewnątrz i z wewnątrz. I dlatego, kiedy mówię o przysłowiowych sandałach, chodzi mi o to, że środowisko katolickie kojarzone jest z oazą, co jest dla ludzi odpychające. Zwłaszcza dla tych, którzy są poza wiarą.

Oaza kojarzyć się może na przykład z nieustannym przesiadywaniem w kościele…

Wiadomo, ale to jest stereotypowe. Chciałem ten stereotyp przełamać. I to działa, bo mam świadectwa ludzi, którzy piszą: „Stary, dzięki, bo przez Twój utwór „Logo Land” zmieniłem pogląd na rzeczywistość. Wszystkich oceniałem tylko przez pryzmat tego w co się ubierają”.

Jak postrzegasz ludzi młodych?

Dzisiejszy świat oferuje nam bardzo szybki przepływ informacji. Młodzież szybciej dorasta, szybciej niż my – w naszym roczniku. Ja dzieciństwo spędzałem z kolegami na boisku, albo na wycieczkach rowerowych z dziadkiem. Nigdy nie siedziałem przed komputerem, nigdy też nie miałem dostępu do takiego ogromu informacji. Dzieci teraz szybciej dojrzewają. Każda informacja jest na wyciągnięcie ręki poprzez Internet. W momencie kiedy dzieci nie mają fundamentu wiary zbudowanego na relacji, wyuczonego kontaktu z Bogiem – modlitwy, czytania Pisma Świętego, uczęszczania do kościoła, spowiedzi – świat tych dzieci niejako się zapada. Ich świadomość dojrzewa, dostrzegają nagle jak bardzo skomplikowane jest otoczenie, ich środowisko.

Wtedy się zaczyna…

Zaczynają uciekać w używki, aby zabić samotność, pustkę, którą może wypełnić tylko Duch Święty, łaska Boża. Kiedy patrzę na ludzi, którym tłumaczę na czym polega relacja z Bogiem – jesteśmy długopisami, są w nas wkłady, ale w momencie kiedy nie ma tuszu – nie możemy pisać swojej historii. Dopiero kiedy mamy tusz – możemy kontynuować pisanie swojej historii. Młodzież nie rozumie dlaczego jest „pusta”. Nie rozumieją skąd się bierze to wewnętrzne rozdarcie. Tłumaczę im, że potrzebują tuszu, którym jest łaska Boża – to ona wypełnia nasze wnętrze. Młode osoby postrzegam przez pryzmat swoich doświadczeń, bo też jestem niejako rozbitej rodziny – moi rodzice rozwiedli się kiedy miałem ponad 20 lat. Nigdy w mojej najbliższej rodzinie nie było relacji „miłosnych”.

Mówisz o tym bez skrępowania…

Apeluję do ludzi, że w momencie kiedy są świadkami Chrystusa, Jego uczniami – kiedy są wyleczeni z jakiejś przypadłości – powinni o tym świadczyć i nie wstydzić się tego. Nie można mówić: „Pan Bóg mnie uleczył i wszystko jest OK.”. Pewne nasze dolegliwości są po to, aby objawiła nam się łaska Boża, tak jak niewidomemu w Ewangelii. Nie przejmuję się tym co ludzie powiedzą, bo wiem, że w ten sposób mogę ewangelizować.

Jakie widzisz największe zagrożenie dla ludzi młodych?

Media są największym zagrożeniem dla ludzi młodych. Kiedyś jeśli czegoś nie wiedzieliśmy – szliśmy do księgarni albo pytaliśmy mamę. W tej chwili Internet jest tak olbrzymim narzędziem zbiorów informacyjnych, że każdy może z siebie wykreować poniekąd „gwiazdę”. Niestety tendencja ta idzie w kierunku zła. Dzieciom imponują „artyści”, którzy propagują przemoc, narkotyki, szybkie związki z kobietami, kłamstwo, pychę… Gdybyśmy na chwilę wyeliminowali ten medialny świat i wbili rodzicom do głowy, aby zajęli się swoimi dziećmi zamiast sadzać ich przed komputerem – wiele by to zmieniło.

W jaki sposób rap może zmieniać podejście do życia ludzi młodych?

Rap jest najbardziej popularną muzyką w Polsce. Za każdym razem kiedy włączamy utwór dobrej jakości – możemy znaleźć przeróżne inspiracje. Dla ludzi świadomych – czynnik muzyczny jest pociągający, ale może przede wszystkim liczy się treść. Raper może zawrzeć w swoim utworze bardzo dużo treści. To jest świetny środek wyrazu – możemy mówić o niepokojach, o tym co siedzi gdzieś w nas. Z racji tego, że rap jest teraz najbardziej popularnym gatunkiem – dociera do największego grona odbiorców w wieku od zero w górę (śmiech).

Można jakoś zmienić myślenie ludzi młodych, że życie to nie tylko dobra zabawa, narkotyki, alkohol?

Można, robię to. Można zmienić pogląd i życie poprzez świadectwo. Kiedy młody człowiek słyszy tanie moralizatorstwo w postaci „chłopczyk w sandałach z oazy, który kiwa mu palcem i mówi: nie ćpaj, bo będziesz na  dnie, nie uprawiaj seksu…” . Chodzi o to, że ludzie, którzy od zawsze doznali w życiu szczęścia – nie są wiarygodni dla młodzieży. Ludzie, którzy nigdy nie wpadli w bagno grzechu, którzy nigdy nie mieli problemu z pieniędzmi – w środowiskach osiedlowych zwykle jest z tym problem… Trzeba tłumaczyć świadectwem. Jestem człowiekiem o bardzo zawiłej historii życia… Dlatego też, tak bardzo uzewnętrzniam się ze wszystkimi „przygodami”, aby ci młodzi ludzie mogli powiedzieć: „Współżył z kobietami, ale teraz mu to nie potrzebne”, „Palił i przestał. Teraz mu to niepotrzebne”,

Czujesz się bez tego lepszy? Szczęśliwszy?

Oczywiście. Boża łaska jest wszystkim, co wystarczy nam do szczęścia.

Szczęście… ale przed szczęściem jest jeszcze wolność w wyborach, które dokonujemy…

Wolność, którą lansuje świat jest zniewoleniem. Na wszystko patrzę przez pryzmat wieczności. Tak powinien patrzeć każdy wyznawca Chrystusa. Każdą decyzję, którą podejmę w życiu zestawiam z życiem wiecznym. Czy ta konkretna decyzja nie wpłynie na to, że życie wieczne stracę? Czy może ta decyzja spowoduje, że zbliżę się do Pana Boga? I do tego momentu, w którym umrę. Świat oferuje nam przedmioty, które w żaden sposób nie są w stanie wpłynąć na to, że zostaniemy zbawieni. Tylko w Chrystusie jest zbawienie. Ewangelia mówi o tym, że mamy znienawidzić świat, swoich ojców, matki, braci, siostry, aby iść za Chrystusem. Parafrazując jeszcze jeden cytat, Chrystus mówi, że droga do zbawienia jest bardzo wąska. Świat nie ma dla mnie nic do zaoferowania, co dałoby mi radość – w wymiarze duchowym. Tylko Bóg może dać radość w tym wymiarze. Każda inna rzecz jest substytutem radości, miłości i częścią zamienną, ale wiadomo, że części zamienne się psują…

Czym jest muzyka dla Ciebie?

Muzyka jest dla mnie terapią. Kiedy byłem mały, momencie kiedy odczuwałem braki wewnętrzne – nieświadomie uciekałem w szukanie innych zajęć, które mogłyby mnie wypełnić. Grałem w koszykówkę, w piłkę nożną, uprawiałem sport, komponowałem muzykę, pisałem teksty, robiłem masę różnych rzeczy. Każdy z nas, kto ma zabawkę, ma pasję – udaje się za każdym razem na swego rodzaju terapię, która pozwala człowiekowi przestać myśleć o kłopotach. Praca jest ludziom potrzebna, żeby nie siedzieli w domu i nie myśleli o kłopotach, nie kłębili czarnych myśli. Muzyka jest dla mnie ucieczką od myśli, które nie są mi potrzebne. Kocham muzykę. Myślę, że mało brakowało abym został koszykarzem, albo jakimś innym aktorem (śmiech). Bardzo się cieszę, że zostałem muzykiem i mogę robić to, co kocham. To jest wielkie błogosławieństwo – kocham muzykę, nie muszę tego robić na siłę. Pan Bóg działa przeze mnie. Wszystko się pięknie zapętla i składa, że moje życie jest obrazem Jego miłości.

Rap z przesłaniem, ale bez świadectwa – ma sens?

Wychodzę z założenia, że albo jesteśmy gorący – albo nie jesteśmy. Uważam, że we wszystkim co robimy powinniśmy się budować duchowo. Rap z przesłaniem dobrym moralnie – ma znaczenie i sens, ale dla mnie osobiście jest bezsensowny (śmiech). Dla mnie ktoś, kto nie głosi Chrystusa jest człowiekiem, który nie głosi Chrystusa. Patrzę na wszystko przez to, co Bóg dla mnie zrobił. Dla mnie najważniejsza jest Jego chwała – to, że spotkam się któregoś dnia z Nim, w niebie. Nie wiem jakie to niebo będzie, ale czekam na ten moment z utęsknieniem. Myślę, że każdy dzień bardziej do tego mnie zbliża niż oddala. Wszystko co robię w moim życiu staram się robić przez pryzmat Boga i Jego wieczności.

Stary, w każdej wypowiedzi odnosisz się do Pana Boga. Masz jakieś pasje poza muzyką?

Już nie mam. Wyzbyłem się swoich pragnień, swoich marzeń. Realizuję to, co zostało mi polecone. Ewangelizuję. To jest moje życie. Nie interesuje mnie to, co nie ma wpływu aby przybliżyć ludziom Chrystusa.

Dziękujemy za rozmowę.

2099
       Ostatnia niedziela (17 maja) przysporzyła nam nie lada atrakcji. Wszystko zaplanowane, wszystko jest: ogród, scena, krzesła, stoły, picie, jedzenie, wodzirej i najważniejsze POGODA. Właśnie pogoda… Od rana na zmianę słonecznie i deszczowo, a cały czas wietrznie… Krótko przed 11.30 nad naszą parafią zawisły znowu deszczowe chmury – co robić? Chwila zastanowienia i decyzja. PIKNIK PRZENOSIMY POD DACH. Jedynym bezpiecznym miejscem okazała się sala w Domu Pielgrzyma Amicus, to tam rozpoczęliśmy nasze świętowanie. Mimo zmiany miejsca, zabawa i tak była znakomita.
Ks. Marcin Piotrowski

2608

plakat wigilia z logo

Tym, którzy doświadczyli mocy DUCHA ŚWIĘTEGO wiele nie trzeba mówić i zapraszać, Ci którzy GO jeszcze nie odkryli – obowiązkowo przyjdźcie – CZUWANIE MODLITEWNE w WIGILIĘ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO 23 MAJA 2015 w naszym Parafialnym Wieczerniku.

Zaczynamy o godz. 19.30, a będziemy modlić się:
– LITURGIĄ GODZIN (dawniej Brewiarz) – odmówimy NIESZPORY z GODZINĄ CZYTAŃ,
– po Niej ADORACJA NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU z Modlitwą o wylanie Ducha Świętego
– o godz. 21.00 – EUCHARYSTIA z WIGILII ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO

DUCHU ŚWIĘTY PRZYBĄDŹ I ODNAWIAJ NAS!